
estem bardzo zadowolona! Spotkanie Jacka z Robertem poszło dobrze, a nawet bardzo dobrze. Okazało się, że Jacek gra w bilard i to gra całkiem dobrze. Po kolacji musiałam uzbroić się w sporą dawkę cierpliwość, gdy panowie zaciekle bawili się kijami i bilami. W normalnych warunkach nie miałabym aż tak dużego zrozumienia, jednak okoliczności były szczególne, a mi zależało by się ze sobą w jakiś sposób zbliżyli. Whisky przy bilardzie przeciągnęło się do późna, a w międzyczasie zdążyłam zaparzyć obu moim ‘sportowcom’ kawę, zrobić przekąski, uśpić ponownie jedna z córek i przygotować do zabawy duże jacuzzi.
Przed północą moje pokłady zrozumienia uległy wyczerpaniu. Wzięłam prysznic i przebrana w płaszcz kąpielowy oświadczyłam, że czekam na nich w jacuzzi. Dołączyli po niespełna dziesięciu minutach. Nie mieli więc czasu na krygowanie się jak dziewice. Rozebrali się na moich oczach z gracją jaka jedynie dostępna jest brzydszej płci i po szybkim tuszu, nie zważając zupełnie na poskładanie rozrzuconych byle jak ubrań, wskoczyli do wody.
Prawdę mówiąc nie wytrzymaliśmy zbyt długo w kąpieli. Lubię pieszczoty w wodzie, nawet te intensywne, ale już sam stosunek zdecydowanie lepiej wychodzi na suchym lądzie. Po ledwie pół godzinnym figlowaniu byliśmy już u nas w sypialni.
Jak było? Z czysto egoistycznego punktu widzenia na pewno nie tak dobrze jak na przykład z Adamem, Rafałem, czy innym doświadczonym w układzie k+2m partnerem. Jacek był z początku odrobinę onieśmielony obecnością męża i zapewne także rozmiarem jego członka. Mój kochanek nie powinien mieć absolutnie żadnych kompleksów, jednak w męskiej naturze leży współzawodnictwo a na polu wielkości członka nie miał z mężem po prostu żadnych szans. Na szczęście wzięłam sprawy w swoje ręce, dosłownie, i po chwili miał zupełnie co innego w głowie.
Narzuciłam ostre tempo. Żadnych tantrycznych pieszczot, masowania stóp, czy karku, delikatnych pocałunków. Chciałam by mnie zerżnęli i powiedziałam im to wprost. Wystarczająco długo czekałam na tą chwilę. Odrobin w pełnym cieszeniu się seksem z dwoma partnerami przeszkadzał mi spory brzuszek, jednak i tak udało się mi totalnie odlecieć. Finał nawet przeszedł moje oczekiwania a Jackowi zupełnie przestał przeszkadzać fizyczny kontakt z mężem, którego tak starannie unikał do tej pory. Leżąc plecami na mężu wsunęłam go sobie w odbyt, a Jacek trzymając mnie za zgięcia kolan wszedł we mnie od przodu. Poza lekkim u niesieniem bioder, by umożliwić Robertowi swobodę ruchów i pieszczeniem łechtaczki podczas la grande finale pozostałam bierna pozwalając moim kochankom na pełną swobodę ruchów. Pierwszy doszedł Robert, ja tuż po nim a w chwilę po nas Jacek wypełnił mnie ciepłym nasieniem kończąc efektowną serią mocnych pchnięć. Podczas galopady jaka mi sprawił jego jądra uderzały o tkwiący w mojej pupie członek męża i nie wydaje mi się by Jacek odczuwał jakikolwiek dyskomfort z tego powodu. Po wspólnym prysznicu i małej przekąsce złożonej z serów i butelki świetnego czerwonego wina (zgrzeszyłam wypijając kieliszek) zaczęłam drugi akt od podwójnego fellatio po którym panowie nagrodzili mnie długą sesją seksu oralnego i pettingu krocza z użyciem olejku z pestek winogron. Po kilku orgazmach byłam miło zmęczona i wyczerpana. Panowie również opadli z sił. Leciutko pijana winem i uniesieniami poszłam spać. Jacek został na noc, jednak spał w gościnnej sypialni. Po pierwsze nie czułby się dobrze śpiąc z nami, przynajmniej jeszcze nie teraz. Po drugie nie wyobrażałam sobie przespanej nocy ściśnięta pomiędzy dwoma mężczyznami.
Wstałam wcześnie i mimo iż nie był to długi sen czułam się bardzo wypoczęta. Obudziłam Roberta pieszczotami i po chwili przekomarzania się zgodziłam się na układ śniadanie za fellatio. Co ciekawe, gdy odwiedziłam Jacka w jego sypialni, ten okazał się równie przewrotnym satyrem, choć mamiącym nie wizją jajecznicy na bekonie i szynce z pieczarkami i pomidorami a pięknymi słówkami. Cel jednak był dokładnie ten sam…
Cóż, dla mężczyzn fellatio jest zdecydowanie podprawione nutą dominacji i chęci posiadania. Wrażenie to chyba potęguje się szczególnie wtedy, gdy partnerka wykonuje je z uśmiechem i autentyczną przyjemnością, połykając na końcu nasienie. Przepraszam za tą lekko nie na temat dygresję ale akurat przypomniała mi się reakcja chłopaka z liceum, gdy na siedemnaste urodziny zrobiłam mu szczególny prezent, jak i reakcja poprzedzającego Roberta partnera, gdy po raz pierwszy kochałam go ustami. Obydwoje mieli przede mną partnerki i uprawiali z nimi seks oralny, jednak byli zaskoczeni tym, że dziewczyna może ‘zrobić loda’ bez dopraszania się o niego, z radością, a na końcu połknąć wszystko z uśmiechem na twarzy i otwarcie przyznawać się, że lubi ‘to’ robić. Myślę, że dobre fellatio jest naprawdę sztuką, której trzeba się nauczyć, i do której oboje partnerzy powinni dojrzeć… Nie ma prawie nic gorszego niż szczeniak zmuszający dziewczynę psychicznym szantażem do fellatio, a potem traktujący ją jak szmatę jedynie dlatego, że to zrobiła. Z drugiej strony pamiętam słowa kolegi, który powiedział że czuje się brudny, gdy na studenckiej imprezie został zaciągnięty do pokoju przez dziewczynę w której się od dawna podkochiwał, a ta bez żadnego wstępu, czy jednego pocałunku zrobiła mu loda i wyszła zostawiając go ze spuszczonymi spodniami.
Zostawiając wspomnienia. Spotykamy się ponownie jutro, także na noc. Mam ochotę by kochali mnie wtuleni równocześnie w moją pochwę. Zawsze lubiłam ta pozycję, nawet bardziej niż równoczesny stosunek w obie dziurki
. Chyba Jacek jest już na tyle oswojony z nami.
Dziś za to mamy Mikołajki. Po powrocie Roberta do domu dziewczynki dostaną drobne prezenty i czekoladowe mikołajki. Jedna z niewielu okazji, gdy pozwolę im spałaszować bezkarnie taka ilość czekolady i nie będę zła, gdy się nią upaprzą. Dla męża za to mam specjalny prezent. Wymieniłam intymny kolczyk na kółko do którego przyczepię wieczorem krótki łańcuszek z małym czerwonym dzwoneczkiem. Ma śliczny, czysty dźwięk.