
uszę się czymś zająć. Odwrócić uwagę od patrzenia na zegarek, jak wiele czasu upłynęło od ostatniego skurczu. Spakowałam się już przedwczoraj, po pierwszym alarmie. Robert nie zdążył na szczęście wyjechać z domu. Załatwia teraz swoje sprawy przez telefon, wysyła pocztę i szykuje Marysie do wyjazdu do jego Rodziców.
Tak jak się tego spodziewaliśmy pierwsze oznaki poczułam tuż po wspólnym, porannym seksie. Jeszcze w trakcie przebrzmiewania orgazmu. Skurcze są jeszcze rzadkie, ale wyraźnie wyczuwalne i pojawiają się w całkiem regularnych odstępach. Mamy jeszcze czas. Nie chce jechać teraz i czekać na poród kilka następnych godzin. Pojedziemy gdy akcja zacznie się rozwijać w nieco mniej ślimaczym tempie. Dzwoniłam do mojego ginekologa. Pojawi się jak tylko zdecydujemy się na podróż do szpitala.
Postanowiłam spędzić czas oczekiwania pisząc o pewnym epizodzie z przeszłości. Bez związku z dzisiejszymi wyrażeniami. Czymś, co pojawiło się w myślach w wyniku niewytłumaczalnych skojarzeń i przypadkowych wspomnień nimi wywołanych. Mam nadzieję, że zdążę.
Byliśmy po maturze. Jeszcze przed egzaminami na studia. Okres, gdy schodzi z człowieka napięcie, ale nie może się jeszcze odprężyć, zapomnieć o obowiązkach. Pojechaliśmy w dziewięcioro nad jezioro, pod namioty do Boszkowa. Chcieliśmy zostać tam cztery, góra pięć dni. Wiedzieliśmy, że piękna pogoda jaką zapowiadano na nadchodzący tydzień ma popsuć się gdzieś pod koniec planowanego wyjazdu.
Pięciu chłopaków i cztery dziewczyny. Dwie pary, ja z najlepszą klasową przyjaciółką, sympatyczni, czarnowłosi bliźniacy i On. Obiekt westchnień większości dziewcząt, w tym także mnie i mojej przyjaciółki. Adam i Łukasz, nasi bliźniacy, odpowiadali za transport. Mający do dyspozycji passata w wersji kombi zabrali całe nasze wyposażenie. Kiedy dotarliśmy pociągiem na miejsce kończyli już urządzać się na polu namiotowym. Gdy ja z przyjaciółką dopiero decydowałyśmy się gdzie konkretnie rozbić nasz namiot oni siedzieli już przed swoim, szykując miejsce pod małe ognisko. Ich namiot, w przeciwieństwie do naszych, był jeszcze po rodzicach. Ciężki, wykonany z płótna, na tradycyjnym stelaży. Był za to wielki, a ponieważ nie musieli go taszczyć na plecach nieco zazdrościłyśmy im przestrzeni jaka dysponowali a przede wszystkim dmuchanego materaca. Nie takiego jak nasze, rodzimej produkcji. Było to spore, dmuchane łóżko, wysokie na kilkanaście centymetrów i z pewnością nie przystosowanego do tego, by na nim pływać
. Jedynym aspektem który budził nasz śmiech i uszczypliwe komentarze na temat dwóch facetów w jednym namiocie był jego kolor. Różowy, stąd też nazwa jaka go ochrzciliśmy – ‘prosiak’.
Nie opisując całości naszego pobytu… Magdzie, mojej przyjaciółce udało się zdobyć zainteresowanie Tomka. Choć obie delikatnie go podrywałyśmy, to właśnie ona zwróciła jego uwagę. Przez cały czas pobytu lekceważyłam szczeniackie, choć sympatyczne zaloty naszych bliźniaków. Domyślałam się, że konkurowali ze sobą o to, któremu z nich uda się zwrócić moją uwagę. Byli prawie identyczni, jednak nie tacy sami. Różniły ich odrobinę charaktery, jednak nie były to diametralne różnice. Byli podobni do siebie jak… Jak bliźniacy, jednak obcując z nimi nie miało się wrażenia iż są swoimi klonami.
Ostatniej nocy padało.
Zanim deszcz wygonił nas do namiotów bawiliśmy się przy wspólnym ognisku smażąc kiełbaski, paląc w płomieniach chleb i pijąc paskudnie słodki likier malinowy lub w zależności od gustu ciepłe ciepławe piwo. Gdy zaczęło padać schowaliśmy się do namiotów. Pary uciekły do siebie, a reszta przez kolejną godzinę kontynuowała zabawę u Adama i Łukasza.
Wyszłam zaraz po mojej przyjaciółce. Byłam leciutko pijana i dopiero po chwili dotarło do mnie, że ona tę noc spędza z Tomkiem. Czułam leciutką zazdrość i nieco mocniejsze uczucie samotności. Jako jedyna zostałam sama. Grzmiało, było wilgotno a deszcz niepokojąco bębnił o tropik. Nie chciałam spędzić tej nocy wsłuchując się w odgłos spadających kropel. Cały czas przypominałam sobie słowa ośmielonych odrobiną alkoholu bliźniaków, którzy żartując bez większej nadziei w głosie prosili, bym z nimi została. Po chwili wahania wzięłam głęboki oddech i wyszłam z namiotu. Miałam na sobie koszulkę na ramiączkach, bawełniane majtki i klapki. Deszcz nieco ostudził moje zdecydowanie. Długo stałam przed wejściem ich namiotu nie mogąc zdobyć się na ten ostateczny krok.
Gdy weszłam do środka byłam zupełnie przemoczona. Mocując się z zapięciem wejścia musiałam ich obudzić. Może w ogóle nie spali? Błysnęła latarka. Snop jej światła długo spoczywał na mojej twarzy i piersiach. Mokra koszulka była zupełnie przezroczysta, a jej opięty na piersiach materiał więcej pokazywał niż zasłaniał. Musiałam mieć głupią minę, gdy zapytałam się czy mogę z nimi zostać. Nie wiem co w tedy myśleli. Czy spodziewali się tego co miało nastąpić, a może też sądzili iż tylko szukam suchego schronienia przed burzą? Gdy usłyszałam zdławione i bardzo zmieszane Jasne byłam już zdecydowana. Chciałam w jakiś sposób dać im jasno do zrozumienia po co przyszłam. Kosztowało mnie wiele wysiłku, by z uśmiechem, nie dając po sobie poznać jak bardzo sama jestem zdenerwowana zdjąć przez głowę koszulkę i jak najbardziej naturalnym ruchem zsunąć z bioder mokrą bieliznę. Stałam przez chwile nago uśmiechając się do nich po czym wtuliłam się pomiędzy nich mówiąc jak strasznie zmarzłam i zmokłam. Chowając się pod pośpiesznie złączone razem śpiwory z zadowoleniem dostrzegłam ich podniecenie. Gdy na pytanie, czy maja prezerwatywy, rzucili się do plecaków w ich poszukiwaniu poczułam się ujęta i rozbawiona ich niezdarnością. Podobała mi się początkowa niepewność ich dłoni. Drżenie palców gdy odważyli się mnie dotknąć, chłopięca niezdarność ich pocałunków i reakcje ich ciał, gdy wsunęłam dłonie w ich slipy.
Kochałam się z nimi na zmianę. Byli jak dzieci podziwiające nową zabawką. Zafascynowani nią, nie umiejący się jeszcze nią posługiwać, ale umierający z niecierpliwości by spróbować. Szczęście, że każdy z nich miał własną, nienapoczętą paczkę prezerwatyw. Gdy się skończyły jeden z nich wyszeptał z żalem, że szkoda iż nie mamy ani jednej gumki więcej. Był słodki! Uśmiechnęłam się, pocałowałam go w usta, przywarłam do jego piersi własnymi. Czując jak pręży się z podniecenia zsunęłam się w dół, a on aż jęknął gdy ustami musnęłam udo, gdy pocałowałam go w pachwinę. Jego członek dotykał mojego policzka a ja ocierałam się o niego jak kotka. Całując podążyłam ustami od podstawy ku górze. Zamknęłam na nim usta, a on machinalnie wplotły mi we włosy dłonie i delikatnie przyciskając głowę do krocza. Z uśmiechem, acz stanowczo ujęłam jego dłonie i odłożyłam na boki. Wbił palce w koc, a ja połknęłam go i nie wypuściłam z ust aż do samego końca. Gdy odpoczywałam pomiędzy nimi jego brat całował piersi ważąc je z uczuciem w dłoniach. Delikatnie pokierowałam jego głowę w dół, do przystrzyżonego w równy trójkącik złotego runa. Był pełen zapału, jednak odrobinę zbyt gwałtowny i bardzo niedoświadczony. Kierując jego głową, podpowiadając mu szeptem jak i gdzie ma mnie pieścić udzieliłam mu pierwszej w życiu lekcji kochania kobiety ustami, a że był pojętnym uczniem z przyjemnością odwdzięczyłam mu się podobną pieszczotą.
Przed świtem uciekłam do siebie. Moja przyjaciółka wślizgnęła się do namiotu niedługo potem. Rano wszyscy zachowywali się tak jakby tej nocy absolutnie nic się nie stało. Dopiero gdy się spakowaliśmy, gdy stałam samotnie na pomoście żegnając się z poszarzałym jak niebo jeziorem podszedł do mnie Łukasz. Nieśmiało, jakby zakłopotany wyznaniem, jednak w bardzo miły, naturalnie szczery sposób podziękował mi za prezent jaki zrobiłam mu i bratu poprzedniej nocy. Był słodki, a ja nie skłamałam mówiąc, jak dobrze mi było ubiegłej nocy.
Adam pojawił się chwile później i swoimi słowach powiedział to, co przed chwilą usłyszałam od brata. Pocałowałam go, i zawstydziłam opowieścią o rozkoszy jaka mi ofiarował. Choć lekko pokryty rumieńcem, to jednak nie dało się nie dostrzec, że moje słowa sprawiły mu radość.
Nigdy więcej nie kochałam się z żadnym z braci. Więcej też nie rozmawialiśmy o tym co się stało tamtej burzowej nocy.
Choć przeczuwałam, to dopiero po latach jeden z nich wyznał mi, że byłam dla nich obu pierwszą kobietą. Że wcześniejsze doświadczenia ograniczały się do nieśmiałych pocałunków i niewinnych obłapianek, a tamta noc była dla nich czymś tak nierealnym, że długo po niej nie mogli uwierzyć w to co się stało.
Nie jestem z tamtego wydarzenia ani dumna, ani się go nie wstydzę. Nie uważałam go później za coś przełomowego, czy wyjątkowo ważkiego. Owszem, zapadło mi ono w pamięci, jednak nie wiązało się z żadnym uczuciowym wzlotem, czy upadkiem. Bardziej przeżywałam rozstanie z kochankiem, czy miłość do pierwszej kobiety. Tamten epizod nie pozostawił tak intensywnych uczuć, a jednak zawsze uśmiecham się, gdy go wspominam. To było po prostu sympatyczne… Chyba tak powinno się pamiętać utratę dziewictwa i chyba tak zapamiętali to Adam i Łukasz. Wiem, że do tej pory nie rozmawiali o tamtej nocy z nikim poza naszą trójką. Nawet żona pierwszego i wieloletnia dziewczyna drugiego nie mają o niej pojęcia.
A pozostali… Obie pary rozpadły się gdzieś na początku studiów. Magda została z Tomkiem, jednak rozstali się gdzieś po dwóch latach od ich pierwszej nocy. Po kilku miesiącach zeszli się ponownie a półtora roku później wzięli ślub. Mają dwoje dzieci. Wyglądają na udane małżeństwo.
To mój ostatni wpis przed porodem. Jedziemy do szpitala. Poproszę Roberta, by dał znać jak się czujemy gdy będzie już po wszystkim.. Może w poniedziałek, lub wtorek będziemy już w domu?
Czuję teraz mieszaninę wyczekiwania, odrobiny strachu i dużej dozy radości, że już niedługo będę tuliła w ramionach moją córeczkę.

asze kontakty z Anną wyewoluowały zupełnie inaczej niż na to początkowo liczyliśmy.
początku nasze weekendowe swingowanie miało się odbyć w konwencji BDSM. Panowie zaplanowali wymienić się suczkami, a następnie indywidualnie dyscyplinować je według własnej woli. Choć bardzo odpowiadałaby mi ta konwencja, to po namyśle musiałam poprosić o wyłączenie mnie z spod rygoru służby. Znam dobrze Tomka, lubię jego rękę, ale i zdawałam sobie sprawę, że w obecnym stanie nie podołałabym rygorowi. Tydzień temu myślałam, że dam radę. Teraz, gdy do terminu porodu zostały mniej niż trzy tygodnie, nagle poczułam się bardzo zmęczona ciążą. Nie, bym się źle czuła. Czuję się dobrze, jednak rozmiar brzucha, jego ciężar, aktywność dziecka, uczucie parcia na pęcherz i inne drobne dolegliwości i niewygody sprawiły, że nie potrafiłabym cieszyć się służbą ani służyć na tyle dobrze, by zadowolić tak wymagającego jak Tomek partnera.
omek dostarczył Gosię kilka minut po siedemnastej. Gdy zajechali przed dom wyszliśmy na podjazd. Miałam na sobie kusą granatową sukienkę w duże białe groch. Zapinaną z tyłu na guziczki, przewiązana nad brzuchem szarfą. Jedną z nielicznych sukienek ciążowych, którą lubię. Założyłam ją bezpośrednio na ciało, za jedyna bieliznę mając czarne, delikatne pończoszki z szerokimi, ozdobnymi ściągaczami. Byłam w pantofelkach o płaskim podbiciu, chodzenie na wysokim obcasie, zwłaszcza po wyłożonym kamykami podjeździe nie jest już dla mnie.
ygraliśmy zakład ze znajomymi. Na jedną noc zyskujemy biseksualną, uległą, lubiącą odrobinę ostrzejsze traktowanie erotyczną niewolnicę. Do jutra, do 16 musimy zdecydować się w jakim opakowaniu ma zostać dostarczona na nasz podjazd. Ponieważ Robert wybrał inny niż ja strój zdecydowaliśmy się poddać oba ubiory pod głosowanie. Który strój powinniśmy wybrać? Czarny, czy biały?


