RSS dla
Wpisów
Komentarzy

‘Prosiak’

 

Muszę się czymś zająć. Odwrócić uwagę od patrzenia na zegarek, jak wiele czasu upłynęło od ostatniego skurczu. Spakowałam się już przedwczoraj, po pierwszym alarmie. Robert nie zdążył na szczęście wyjechać z domu. Załatwia teraz swoje sprawy przez telefon, wysyła pocztę i szykuje Marysie do wyjazdu do jego Rodziców.

Tak jak się tego spodziewaliśmy pierwsze oznaki poczułam tuż po wspólnym, porannym seksie. Jeszcze w trakcie przebrzmiewania orgazmu. Skurcze są jeszcze rzadkie, ale wyraźnie wyczuwalne i pojawiają się w całkiem regularnych odstępach. Mamy jeszcze czas. Nie chce jechać teraz i czekać na poród kilka następnych godzin. Pojedziemy gdy akcja zacznie się rozwijać w nieco mniej ślimaczym tempie. Dzwoniłam do mojego ginekologa. Pojawi się jak tylko zdecydujemy się na podróż do szpitala.

Postanowiłam spędzić czas oczekiwania pisząc o pewnym epizodzie z przeszłości. Bez związku z dzisiejszymi wyrażeniami. Czymś, co pojawiło się w myślach w wyniku niewytłumaczalnych skojarzeń i przypadkowych wspomnień nimi wywołanych. Mam nadzieję, że zdążę.

Byliśmy po maturze. Jeszcze przed egzaminami na studia. Okres, gdy schodzi z człowieka napięcie, ale nie może się jeszcze odprężyć, zapomnieć o obowiązkach. Pojechaliśmy w dziewięcioro nad jezioro, pod namioty do Boszkowa. Chcieliśmy zostać tam cztery, góra pięć dni. Wiedzieliśmy, że piękna pogoda jaką zapowiadano na nadchodzący tydzień ma popsuć się gdzieś pod koniec planowanego wyjazdu.

Pięciu chłopaków i cztery dziewczyny. Dwie pary, ja z najlepszą klasową przyjaciółką, sympatyczni, czarnowłosi bliźniacy i On. Obiekt westchnień większości dziewcząt, w tym także mnie i mojej przyjaciółki. Adam i Łukasz, nasi bliźniacy, odpowiadali za transport. Mający do dyspozycji passata w wersji kombi zabrali całe nasze wyposażenie. Kiedy dotarliśmy pociągiem na miejsce kończyli już urządzać się na polu namiotowym. Gdy ja z przyjaciółką dopiero decydowałyśmy się gdzie konkretnie rozbić nasz namiot oni siedzieli już przed swoim, szykując miejsce pod małe ognisko. Ich namiot, w przeciwieństwie do naszych, był jeszcze po rodzicach. Ciężki, wykonany z płótna, na tradycyjnym stelaży. Był za to wielki, a ponieważ nie musieli go taszczyć na plecach nieco zazdrościłyśmy im przestrzeni jaka dysponowali a przede wszystkim dmuchanego materaca. Nie takiego jak nasze, rodzimej produkcji. Było to spore, dmuchane łóżko, wysokie na kilkanaście centymetrów i z pewnością nie przystosowanego do tego, by na nim pływać ;) . Jedynym aspektem który budził nasz śmiech i uszczypliwe komentarze na temat dwóch facetów w jednym namiocie był jego kolor. Różowy, stąd też nazwa jaka go ochrzciliśmy – ‘prosiak’.

Nie opisując całości naszego pobytu… Magdzie, mojej przyjaciółce udało się zdobyć zainteresowanie Tomka. Choć obie delikatnie go podrywałyśmy, to właśnie ona zwróciła jego uwagę. Przez cały czas pobytu lekceważyłam szczeniackie, choć sympatyczne zaloty naszych bliźniaków. Domyślałam się, że konkurowali ze sobą o to, któremu z nich uda się zwrócić moją uwagę. Byli prawie identyczni, jednak nie tacy sami. Różniły ich odrobinę charaktery, jednak nie były to diametralne różnice. Byli podobni do siebie jak… Jak bliźniacy, jednak obcując z nimi nie miało się wrażenia iż są swoimi klonami.

Ostatniej nocy padało.

Zanim deszcz wygonił nas do namiotów bawiliśmy się przy wspólnym ognisku smażąc kiełbaski, paląc w płomieniach chleb i pijąc paskudnie słodki likier malinowy lub w zależności od gustu ciepłe ciepławe piwo. Gdy zaczęło padać schowaliśmy się do namiotów. Pary uciekły do siebie, a reszta przez kolejną godzinę kontynuowała zabawę u Adama i Łukasza.

Wyszłam zaraz po mojej przyjaciółce. Byłam leciutko pijana i dopiero po chwili dotarło do mnie, że ona tę noc spędza z Tomkiem. Czułam leciutką zazdrość i nieco mocniejsze uczucie samotności. Jako jedyna zostałam sama. Grzmiało, było wilgotno a deszcz niepokojąco bębnił o tropik. Nie chciałam spędzić tej nocy wsłuchując się w odgłos spadających kropel. Cały czas przypominałam sobie słowa ośmielonych odrobiną alkoholu bliźniaków, którzy żartując bez większej nadziei w głosie prosili, bym z nimi została. Po chwili wahania wzięłam głęboki oddech i wyszłam z namiotu. Miałam na sobie koszulkę na ramiączkach, bawełniane majtki i klapki. Deszcz nieco ostudził moje zdecydowanie. Długo stałam przed wejściem ich namiotu nie mogąc zdobyć się na ten ostateczny krok.

Gdy weszłam do środka byłam zupełnie przemoczona. Mocując się z zapięciem wejścia musiałam ich obudzić. Może w ogóle nie spali? Błysnęła latarka. Snop jej światła długo spoczywał na mojej twarzy i piersiach. Mokra koszulka była zupełnie przezroczysta, a jej opięty na piersiach materiał więcej pokazywał niż zasłaniał. Musiałam mieć głupią minę, gdy zapytałam się czy mogę z nimi zostać. Nie wiem co w tedy myśleli. Czy spodziewali się tego co miało nastąpić, a może też sądzili iż tylko szukam suchego schronienia przed burzą? Gdy usłyszałam zdławione i bardzo zmieszane Jasne byłam już zdecydowana. Chciałam w jakiś sposób dać im jasno do zrozumienia po co przyszłam. Kosztowało mnie wiele wysiłku, by z uśmiechem, nie dając po sobie poznać jak bardzo sama jestem zdenerwowana zdjąć przez głowę koszulkę i jak najbardziej naturalnym ruchem zsunąć z bioder mokrą bieliznę. Stałam przez chwile nago uśmiechając się do nich po czym wtuliłam się pomiędzy nich mówiąc jak strasznie zmarzłam i zmokłam. Chowając się pod pośpiesznie złączone razem śpiwory z zadowoleniem dostrzegłam ich podniecenie. Gdy na pytanie, czy maja prezerwatywy, rzucili się do plecaków w ich poszukiwaniu poczułam się ujęta i rozbawiona ich niezdarnością. Podobała mi się początkowa niepewność ich dłoni. Drżenie palców gdy odważyli się mnie dotknąć, chłopięca niezdarność ich pocałunków i reakcje ich ciał, gdy wsunęłam dłonie w ich slipy.

Kochałam się z nimi na zmianę. Byli jak dzieci podziwiające nową zabawką. Zafascynowani nią, nie umiejący się jeszcze nią posługiwać, ale umierający z niecierpliwości by spróbować. Szczęście, że każdy z nich miał własną, nienapoczętą paczkę prezerwatyw. Gdy się skończyły jeden z nich wyszeptał z żalem, że szkoda iż nie mamy ani jednej gumki więcej. Był słodki! Uśmiechnęłam się, pocałowałam go w usta, przywarłam do jego piersi własnymi. Czując jak pręży się z podniecenia zsunęłam się w dół, a on aż jęknął gdy ustami musnęłam udo, gdy pocałowałam go w pachwinę. Jego członek dotykał mojego policzka a ja ocierałam się o niego jak kotka. Całując podążyłam ustami od podstawy ku górze. Zamknęłam na nim usta, a on machinalnie wplotły mi we włosy dłonie i delikatnie przyciskając głowę do krocza. Z uśmiechem, acz stanowczo ujęłam jego dłonie i odłożyłam na boki. Wbił palce w koc, a ja połknęłam go i nie wypuściłam z ust aż do samego końca. Gdy odpoczywałam pomiędzy nimi jego brat całował piersi ważąc je z uczuciem w dłoniach. Delikatnie pokierowałam jego głowę w dół, do przystrzyżonego w równy trójkącik złotego runa. Był pełen zapału, jednak odrobinę zbyt gwałtowny i bardzo niedoświadczony. Kierując jego głową, podpowiadając mu szeptem jak i gdzie ma mnie pieścić udzieliłam mu pierwszej w życiu lekcji kochania kobiety ustami, a że był pojętnym uczniem z przyjemnością odwdzięczyłam mu się podobną pieszczotą.

Przed świtem uciekłam do siebie. Moja przyjaciółka wślizgnęła się do namiotu niedługo potem. Rano wszyscy zachowywali się tak jakby tej nocy absolutnie nic się nie stało. Dopiero gdy się spakowaliśmy, gdy stałam samotnie na pomoście żegnając się z poszarzałym jak niebo jeziorem podszedł do mnie Łukasz. Nieśmiało, jakby zakłopotany wyznaniem, jednak w bardzo miły, naturalnie szczery sposób podziękował mi za prezent jaki zrobiłam mu i bratu poprzedniej nocy. Był słodki, a ja nie skłamałam mówiąc, jak dobrze mi było ubiegłej nocy.

Adam pojawił się chwile później i swoimi słowach powiedział to, co przed chwilą usłyszałam od brata. Pocałowałam go, i zawstydziłam opowieścią o rozkoszy jaka mi ofiarował. Choć lekko pokryty rumieńcem, to jednak nie dało się nie dostrzec, że moje słowa sprawiły mu radość.

Nigdy więcej nie kochałam się z żadnym z braci. Więcej też nie rozmawialiśmy o tym co się stało tamtej burzowej nocy.

Choć przeczuwałam, to dopiero po latach jeden z nich wyznał mi, że byłam dla nich obu pierwszą kobietą. Że wcześniejsze doświadczenia ograniczały się do nieśmiałych pocałunków i niewinnych obłapianek, a tamta noc była dla nich czymś tak nierealnym, że długo po niej nie mogli uwierzyć w to co się stało.

Nie jestem z tamtego wydarzenia ani dumna, ani się go nie wstydzę. Nie uważałam go później za coś przełomowego, czy wyjątkowo ważkiego. Owszem, zapadło mi ono w pamięci, jednak nie wiązało się z żadnym uczuciowym wzlotem, czy upadkiem. Bardziej przeżywałam rozstanie z kochankiem, czy miłość do pierwszej kobiety. Tamten epizod nie pozostawił tak intensywnych uczuć, a jednak zawsze uśmiecham się, gdy go wspominam. To było po prostu sympatyczne… Chyba tak powinno się pamiętać utratę dziewictwa i chyba tak zapamiętali to Adam i Łukasz. Wiem, że do tej pory nie rozmawiali o tamtej nocy z nikim poza naszą trójką. Nawet żona pierwszego i wieloletnia dziewczyna drugiego nie mają o niej pojęcia.

A pozostali… Obie pary rozpadły się gdzieś na początku studiów. Magda została z Tomkiem, jednak rozstali się gdzieś po dwóch latach od ich pierwszej nocy. Po kilku miesiącach zeszli się ponownie a półtora roku później wzięli ślub. Mają dwoje dzieci. Wyglądają na udane małżeństwo.

To mój ostatni wpis przed porodem. Jedziemy do szpitala. Poproszę Roberta, by dał znać jak się czujemy gdy będzie już po wszystkim.. Może w poniedziałek, lub wtorek będziemy już w domu?

Czuję teraz mieszaninę wyczekiwania, odrobiny strachu i dużej dozy radości, że już niedługo będę tuliła w ramionach moją córeczkę.


Nasze kontakty z Anną wyewoluowały zupełnie inaczej niż na to początkowo liczyliśmy.

 

Pierwotnie szukaliśmy stałej, mieszkającej z nami partnerki – kochanki. Trzeciej do pary.

Chcieliśmy stworzyć bliskie ideałowi ménage à trois. Stabilny erotyczno – towarzyski związek trojga ludzi.

Wyszło inaczej, a najtrafniejszym określeniem obecnego stanu naszych relacji byłoby amerykańske friends with benefits lub dosadniej fuck friends.

Pisze to trochę rozżalona, wspominając wyjątkowy związek, jaki udało się nam stworzyć z Martą.

Piszę lekko zawiedziona po krótkiej wiadomości jaką dostałam SMS-em:

 

Pszepraszam dzis nie moge moze w sobote zadzwonie jutro anna

Chyba z byt wiele oczekiwaliśmy, nawet wtedy gdy Anna szczerze i konkretnie określiła ramy naszych relacji. Czas się pogodzić z tym, że nie powtórzy się fenomen Marty. Z drugiej strony fenomen Anny jest także wart grzechu. Wpada zapowiadana najwyżej z jednodniowym wyprzedzeniem, roześmiana, tryskając energią, potrafiąca zarazić nas swoim dobrym nastrojem. Jest wspaniałą towarzyszką rozmowy, a podczas długich, celebrowanych przy winie kolacji jedną z najlepszych interlokutorek na jakie trafiłam. Elokwentna, niegłupia, mająca wyrobione zdanie, poglądy i przede wszystkim wiedzę. Lubie z nią dyskutować, gdyż wie o czym mówi. Nie wygłasza sądów o rzeczach, o których nie ma pojęcia. Własne ciało, wspólną nagość, erotyzm, czy seks traktuje z niewymuszona naturalnością i swobodą. Jest dobrą i pomysłowa kochanką. Potrafi czytać mowę ciała, odgadywać to co niepowiedziane, cieszyć się uniesieniami partnerów i być przy tym na tyle egocentryczną by umieć zadbać o własne przyjemności. Jest też niezależna… Bardzo, bardzo niezależna. Niezależność jest wręcz jej religią, a nam najpewniej przyjdzie się z tym pogodzić. Możemy bowiem zaakceptować ją taką jaka jest, lub też odrzucić. To jedyna alternatywa.

Nieśmiałe Dyscyplinowanie

Z  początku nasze weekendowe swingowanie miało się odbyć w konwencji BDSM. Panowie zaplanowali wymienić się suczkami, a następnie indywidualnie dyscyplinować je według własnej woli. Choć bardzo odpowiadałaby mi ta konwencja, to po namyśle musiałam poprosić o wyłączenie mnie z spod rygoru służby. Znam dobrze Tomka, lubię jego rękę, ale i zdawałam sobie sprawę, że w obecnym stanie nie podołałabym rygorowi. Tydzień temu myślałam, że dam radę. Teraz, gdy do terminu porodu zostały mniej niż trzy tygodnie, nagle poczułam się bardzo zmęczona ciążą. Nie, bym się źle czuła. Czuję się dobrze, jednak rozmiar brzucha, jego ciężar, aktywność dziecka, uczucie parcia na pęcherz i inne drobne dolegliwości i niewygody sprawiły, że nie potrafiłabym cieszyć się służbą ani służyć na tyle dobrze, by zadowolić tak wymagającego jak Tomek partnera.

Uwzględniając moja prośbę zmieniliśmy plany. Robert z Tomkiem postanowili że będziemy bawić się wspólnie, a ja będę traktowana z należyta ostrożnością. Gosia była zadowolona, że to właśnie na niej skupi się uwaga, gdy dojdzie od tresury a ja poczułam ulgę, że nie muszą się dalej zamartwiać tym, czy dam rade i czy spełnię pokładane we mnie oczekiwania.

Wyłączenie mnie z tresury nie oznaczało iż nie będę mogła cieszyć się ostrzejszymi przyjemnościami. W trakcie długiej nocy miała okazję kilkukrotnie otrzeć się o zabawy, które balansowały na granicy ostrzejszego swingu i BDSM. Choć czasami lekko irytowało mnie, gdy pytał się o zgodę, to jednak musiałam docenić troskę i delikatność jaką wykazał a także pomysłowość, jak urozmaicić naszą wspólną erotyczną przygodę.

Bardzo przeżyłam karesy zębami i ssanie sromu. Pieścił mnie całując i delikatnie przygryzając skórę, zwłaszcza na piersiach i po wewnętrznej stronie ud. W podobny sposób pieścił także mój srom. Ssał płatki warg, przygryzał je lekko, wciągał w usta. Po dłuższej chwili nabrzmiały krwią tak, jakbym powiększyła je za pomocą pompki. Podobnie brodawki. Ssane i przygryzane były jak dorodne wisienki. Tak czułe, że nawet skierowany na nie oddech wyrywał z moich ust jęk rozkoszy. To była długa sesja, którą przeżyłam z zamkniętymi oczami, prężąc się i jęcząc targana ambiwalentnymi doznaniami. Mistrzowski balejaż przyjemnego bólu i rozkoszy. Gdy skupił się na łechtaczce i sromie odjechałam. Do dziś noszę delikatne ślady zębów i ust na ciele.

O ile ja cieszyłam się raczej delikatnym seksem, o tyle Gosia była w swoim żywiole. Z przepaską na oczach, ze skrępowanymi piersiami, wciśnięta pomiędzy obu Panów rozkoszowała się nimi jednocześnie. Troszeczkę jej zazdrościłam obserwując jak uprawia z nimi seks w tak lubiany przeze mnie sposób.

Wczoraj rano, zaraz po przebudzeniu kochałyśmy się z sobą. Z początku żartowałyśmy próbując wzbudzić zazdrość w naszych mężczyznach, jednak szybko wygłup przerodził się w dobrą zabawę a ta w satysfakcjonuje pieszczoty. Gosia wspaniale reaguje na pieszczoty i potrafi czerpać z nich wiele radości. Uwielbia zabawy oralne, erotyczne gadżety, dilda, wibratory… Kocha zabawy ze straponem. Tym razem nie mogłam się z nią kochać w ten sposób, jednak myślę, że delikatny fisting sprawił jej równie wielką, jeśli nie większą, przyjemność.

Było uroczo i naprawdę żałowałam, że spotkanie z Gosią i Tomkiem było możliwe dopiero w niedzielę. Chętnie zamieniłabym tą noc na dwudniowy maraton ;) .

Sunie

Tomek dostarczył Gosię kilka minut po siedemnastej. Gdy zajechali przed dom wyszliśmy na podjazd. Miałam na sobie kusą granatową sukienkę w duże białe groch. Zapinaną z tyłu na guziczki, przewiązana nad brzuchem szarfą. Jedną z nielicznych sukienek ciążowych, którą lubię. Założyłam ją bezpośrednio na ciało, za jedyna bieliznę mając czarne, delikatne pończoszki z szerokimi, ozdobnymi ściągaczami. Byłam w pantofelkach o płaskim podbiciu, chodzenie na wysokim obcasie, zwłaszcza po wyłożonym kamykami podjeździe nie jest już dla mnie.

Pierwszy z samochodu wysiadł Tomek, gdy witaliśmy się obserwowałam, jak za zaciemnionymi szybami Gosia zrzuca przez głowę sukienkę. Wyszła gdy mąż otworzył jej drzwi. Tak jak obiecała, w białym gorseciku, pończoszkach i półprzezroczystej bieliźnie. Włosy miała spięte z tyłu głowy w postrzępiony niesfornymi kosmyczkami włosów kok.

Pocałunek w czoło i jej dłoń została włożona w dłoń Roberta. Złożony na niej hołd ustami kontrastował z chwilą, gdy zapinano na jej szyi białą obrożę, i przypinano smycz. Trzymając ją na smyczy poprosił by oddała majteczki. Polecenie wykonała szybko i z gracją. Chowając je do kieszeni wyjął z niej cieniutką, czarna obrożę i drugą smycz. Rozmawiając z Tomkiem o wspólnych planach na weekend (tak dowiedziałam się, że w sobotę jesteśmy zaproszenie do nich na wspólną tresurę) założył mi ją na szyję. Nie przerywając rozmowy odwiązał szarfę, rozpiął guziczki sukienki i zsunąwszy mi ją z ramion, pozwolił by opadła na podjazd. Stałam na wprost Tomka, który z zaciekawieniem przyglądał się mojej nagości. Byłyśmy jak dwie klacze na wystawie. Uważnie oceniane, taksowane wzrokiem, dotykane wprawnymi dłońmi hodowców… Robili to tak naturalnie, że nawet przez chwile nie miałam wątpliwości co do swojej i Gosi roli. Byłyśmy posłuszne i powolne ich woli.

Panowie umówili się na odbiór Gosi na dziesiąta rano. Tomek dodał, że ciąża tylko podkreśliła moją figurę, i że bardzo żałuje iż to nie on wygrał zakład. Robert uśmiechnął się rzucając znaczące:

- W sobotę…

I pożegnał go krótkim, acz serdecznym:
- Do jutra.

Zanim odjechał położył mi palec na ustach, rozchylił je, dotknął języka a następnie powędrował nim w dół kreśląc ślad po piersi, brzuszku, łonie… Patrzaliśmy sobie w oczy, gdy wsunął go we mnie. Nie spuściłam wzroku, jak nakazywałaby sucza etykieta, gdy zlizywał z niego moją wilgoć.

- Do soboty kucyku.

Z zamyślenia nad jego słowami wyrwała mnie dopiero Gosia splatając palce swej dłoni z moimi. Trzymając się za ręce poszłyśmy za Panem do domu.

Nie mam czasu by ze szczegółami opisać przebieg służby. W jej trakcie dotarło do mnie, że w wiele rzeczy nie zostałam wtajemniczona. Nie wiedziałam o planowanym na weekend spotkaniu. O tym, że zostanę trofeum Tomka. Nie wiedziałam nic o ich wspólnych ustaleniach a Gosia podobnie do mnie miała tylko mgliste pojęcie co do panów naszych mężczyzn. Dowiedziałam się tylko tego, że spotkanie odbędzie się u nich, że na 24 godziny przed nim dowiem się szczegółów i będę mogła wybrać. Tego co będzie poddane pod mój wybór nie wiem, mam się dowiedzieć później.

Robert nie nadużywał swojej władzy. Nasza wspólna noc bardziej przypominała odważne swingowanie, niż sesję BDSM. Robert pozwolił by wypadki same kierowały naszym postępowaniem. Nie staraliśmy się w jakiś specjalny sposób doprowadzić do realizacji któregoś ze scenariuszy proponowanych przez Was a jednak gdy nadarzyła się okazja podążyłam jedną z zaproponowanych ścieżek…

Kochała się z Robertem zwrócona do niego plecami. Jak amazonka ujeżdżała go w leniwym rytmie powoli opadając i podnosząc się na jego członku. Gdy Robert zdecydował się na seks analny objęła mnie dłońmi za szyję i wtulona w moje ramiona nasunęła się odbytem na jego obficie zwilżony pal. Gdy dotknęła pośladkami jego podbrzusza wsunęłam pomiędzy jej uda dłoń. Po chwili leżała na Robercie odchylona do tyłu a moje usta ssały jej nabrzmiały srom. Wsunąwszy w nią palce czułam poprzez cienką ściankę pochwy tkwiący w niej członek. Delikatnie dozując intensywność pieszczot kochałam ją, i pośrednio Roberta, trzema a następnie czterema palcami. Leżąc w prawie absolutnym bezruchu poddali się mojej dłoni. Zwilżywszy obficie palce i nadgarstek zaczęłam wykonywać charakterystyczny taniec złożonymi w ‘dzióbek’ palcami. Gdy wsuwałam się w nią po kostki prężyła się jak kotka w rui. Za którymś razem jej ciało odrobinę mocniej naparło na moją dłoń a ta wsunęła się w nią nie napotkawszy większego oporu. Pieściłam ich zwiniętą w pieść dłonią. Rozwierałam ją by poprzez pochwę pieścić tkwiący w jej odbycie członek męża. Z kciukiem lewej dłoni na łechtaczce piąstkowałam ją w wielkim finale, a gdy rozedrgane ciało wygięło się w łuk ekstazy Robert pchnął kilkukrotnie i ściskając mocno jej piersi złożył w niej nasienie.

Sama najmilej wspominam poranek, gdy Gosia ofiarowała mi wyjątkową kombinację seksu oralnego i pieszczot palcami. Orgazm jaki wywołała obejmując ustami łechtaczkę równocześnie masując i rozciągając dwoma palcami perineum był iście nieziemskim przeżyciem.

Mam dziś umówione spotkanie w pracy. Nie mogę poświecić więcej czasu na opis. Szkoda, gdyż kilka technik zasługiwałoby na ciepły komentarz, czy refleksję… Z drugiej strony jestem odrobinę rozproszona. Nie mogę przestać myśleć o tym, co też Robert z Tomkiem zaplanowali na weekend.

Black or White?

Wygraliśmy zakład ze znajomymi. Na jedną noc zyskujemy biseksualną, uległą, lubiącą odrobinę ostrzejsze traktowanie erotyczną niewolnicę. Do jutra, do 16 musimy zdecydować się w jakim opakowaniu ma zostać dostarczona na nasz podjazd. Ponieważ Robert wybrał inny niż ja strój zdecydowaliśmy się poddać oba ubiory pod głosowanie. Który strój powinniśmy wybrać? Czarny, czy biały?

Black or White

  • Black (31%, 25 Głosów)
  • White (69%, 55 Głosów)

Całkowita ilość oddanych głosów: 80

Loading ... Loading ...

Aktualizacja @ 2010.08.22 – 19:45
Dodatkowa dyskusja nad ewentualnymi propozycjami scenatiuszy zabaw dla naszej trójki toczy się tutaj.
Aga

« Nowsze Wpisy - Starsze Wpisy »

Strona 30 z 118« Pierwsza...27282930313233...6090...Ostatnia »