RSS dla
Wpisów
Komentarzy

Odrobina Tresury


Wczorajszy poranek spędziłam w biurze. Wyjątkowo, zmuszona wczesnym terminem spotkania z klientem, wyjechałam przed Robertem i Marysią. Po powrocie, wchodząc poprzez sypialnię do garderoby zauważyłam na łóżku poukładane erotyczne gadżety. Zaintrygowana podeszłam bliżej. Na starannie złożonej przez męża pościeli leżała biała koperta a obok niej knebel do ust, skórzana obroża, szpicruta i wielka, czarna wtyczka analna zakończona długim końskim ogonem. Koperta zawierała liścik. Przemiłe wyznanie miłosne i prośbę, bym ubrała się dla niego w przygotowany na łóżku ‘strój’. Informował też, że ‘sprzedał’ dziecko rodzicom i że zjawi się nieco po osiemnastej.

Nie zastanawiała się długo. Naga, zamknęłam się w łazience. Po starannej lewatywie wzięłam gorący prysznic, natarłam ciało balsamem, zaczesałam włosy w koński ogon a następnie delikatnie wcisnęłam paluszkiem w odbyt gęsty żel do zabaw analnych. Wtyczka była spora! Zanim udało mi się ją w siebie wsunąć konieczny był rozciągający masaż trzema paluszkami i dodatkowa porcja żelu. Chwila gdy czarny stożek wtyczki przesunął się poza napięty do bólu okrąg mięśni zwieracza była rodzajem erotycznej tortury. Lekki ból i uczucie niesamowitego wypełnienia mieszały się z ekstatycznymi doznaniami płynącymi z rozciągniętych do granic możliwości mięśni odbytu. Gdy uporałam się z wytyczą mogłam dokończyć toaletę, założyć obrożę i zapiąć na szyi uprząż knebla. Od siebie dodałam do stroju czarne, delikatne jak mgła pończoszki z szerokimi, koronkowymi ściągaczami i wąskie pantofelki na niskim obcasie. Czekałam w płaszczu kąpielowym wyglądając samochodu męża na drodze dojazdowej. Gdy spostrzegłam jak wjeżdża zrzuciłam z siebie płaszcz, wcisnęłam pomiędzy zęby czerwoną kulkę, dociągnęłam mocujące ją paski i zeszłam na dół ze szpicrutą w dłoniach. Gdy wjeżdżał na podjazd czekałam przed gankiem.

Wysiadł uśmiechnięty. Wziąwszy z moich dłoni szpicrutę obszedł mnie dookoła co jakiś czas muskając ciało jej skórzana końcówką. Tylko dwa razy poczułam mocniejsze smagnięcie. Raz w prawy pośladek, drugi raz gdy wysunąwszy szpicrutę spomiędzy moich ud naznaczył rumieńcem lewą pierś. Zadowolony wyciągnął z kieszeni smycz. Przyczepił ją do obroży i zaprowadził do domu.

W naszej zabawie w służenie i spanking więcej było adoracji, kontemplacji moich kształtów, krzywizn, czy sprężystości skóry, niż bólu. Byłam jego suczką podczas kolacji, spełniałam jego zachcianki, łasiłam się a gdy palił fajkę usłużyłam mu ustami. Prawdziwego bólu. Tego erotycznego, rozkosznego do granic wytrzymałości doznania zasmakowałam dopiero w sypialni. Po długiej zabawie szpicrutą i klamerkami wyjął z komody drewnianą packę. Ustawił mnie wypiętą przed łóżkiem. Przywiązał dłonie do jego ramy. Wypięta cierpliwie znosiłam niezbyt mocne uderzenia packą w pośladki. Z początku mocniej niż rumień skóry czułam podskakując w rytmie klepnięć ciężarki zapięte na brodawkach. Po jakimś czasie zapomniałam zupełnie o klamerkach, ciężarkach, bólu szczęki unieruchomionej kneblem, czy tkwiącej w pupie wtyczce. Pośladki paliły żywym ogniem, a Robert wciąż metodycznie opuszczał na nie packę. Był nagi, podniecony, stanowczy. Kontynuował aż wijąc się poczęłam unikać kolejnych klapsów. Miałam w oczach łzy, knebel dusił krzyk a pomiędzy udami narastało podniecenie. Pupa paliła pulsującym żarem. Wsunął pomiędzy uda lewą dłoń. Wbił we mnie dwa palce i unosząc odrobinę ku górze uniemożliwił dalsze uniki. Masując palcami pochwę, sprawiedliwie obdzielając pośladki klapsami doprowadził mnie do amoku. W kulminacyjnym momencie wysunął z mojej pupy wtyczkę i wszedł w mój odbyt jednym płynnym ruchem. Do samego końca! Czułam jak moje ciało dostosowuje się do jego kształtu, jak członek wypełnia odbyt, zanurza się głębiej niż zwykle, wchodzi poprzez zwężenie i zakręt aż do esicy. Eksplozja, rwąca rozkosz wypełniająca podbrzusze, jego dłonie kurczowo przyciskające biodra do podbrzusza, mój tłumiony kneblem krzyk rozkoszy i jego jęk ekstazy zlały się w jedno. Miałam powalający orgazm, a on wbity głęboko w mój pulsujący spazmatycznie odbyt wypełnił mnie nasieniem.

Byłam wykończona, i gdy tylko rozwiązał mi dłonie padłam na łóżko. Miałam zamknięte oczy gdy zdejmował klamerki z moich piersi, odpinał obrożę i knebel. Paliła mnie skóra pośladków, brodawki pulsowały gorącem a odbyt drgał konwulsyjnie powoli się zaciskając. Czekał na moje słowa. Przyciągnęłam jego usta do swoich. Zanim zamknęłam je w pocałunku wyszeptałam proste:

- Dziękuję Kochanie

GW przerwie na oddech dodałam jeszcze cichutko:

- Naprawdę mi tego brakowało…

Poranek

Rano obudziły mnie łapczywe usta męża i szarpnięcie za kołdrę odkrywające moje nagie ciało. Podparty na dłoniach wisiał nade mną całując piersi, ssąc i przygryzając brodawki. Zagarnęłam go, obaliłam na bok. Przywarłam ustami do jego szorstkich od świeżego zarostu policzków. Odszukałam usta. Całowaliśmy się a jego dłoń bezustannie krążyła po moim ciele. Od ucha, poprzez ramię, pierś i dalej ku biodru. Gdy ścisnął mocno pośladek ugryzłam go w język. W odpowiedzi przygryzł mi dolna wargę a ja uwolniwszy się ugryzłam go w ucho. Wbił dłoń pomiędzy uda. Drapiąc plecy wtuliłam się w twarde ciało. Dłoń ścisnęła srom. Jęknęłam z podniecenia. Palcami wbitymi w jego włosy skierowałam głowę ku piersi. Ugryzł, a rozkosz rozlała się po mnie jak fala. Zęby znaczyły skórę, a gdy zacisnęły się na brodawce zawyłam. Odwrócił mnie na plecy, dłonią rozrzucił uda. Palcami roztarł po udach wilgoć. Ująwszy głowę w dłonie zamknęłam go w pocałunku. Wbił we mnie palce, naznaczyłam szyję karminowym wykwitem. Dłonią zgniótł pierś, palce weszły we mnie aż po kostki. Odepchnęłam go, powaliłam na plecy. Zęby zacisnęły się na drobnym sutku, dłoń uwięziła w uścisku jądra. Dyszał, gdy zacisnęłam palce, prężył się gdy dłonią zsunęłam w dół napletek. Leżymy na boku. Jego wargi na mojej szyi, dłonią suwam po twardym jak głaz członku, palce rytmicznie pulsują na łechtaczce. Zapominamy się w dzikim pettingu. Jęczy rozlewając nasienie. Ściskając w dłoni pulsujący członek z trudem łapię powietrze. Uwięziona w bezdechu rozkoszy walczę o każdy oddech.

Dyszący leżymy obok siebie. Spoceni, półprzytomni, odurzeni rozkoszą. Palce mimowolnie bawią się rozlanym na brzuchu nasieniem. Mijają długie minuty. Nieśmiałe z początku karesy wybuchają nowym żarem. Nachyla się nade mną. Całuje… Delikatnie, czule, namiętnie. Odwzajemniam pocałunek, wsuwam język w jego usta. Trwamy tak złączeni długie sekundy. Dłonie, wyjątkowo delikatne, czuło głaszczą mój mokry brzuszek. Odwracam się do niego pośladkami, ujmuję na wpół sztywny członek. Pomagam odszukać drogę. Kochamy się delikatnie falując. Czuję jak rośnie we mnie, jak mnie wypełnia. Jego biodra napierają mocniej, ruchy staja się bardziej zdecydowane. Przyciskam jego dłoń do podbrzusza. Czujemy ruszające się we mnie życie. Moje biodra podejmują taniec a jego ruchy staja się szybkie, rytmiczne, zdecydowane. Cichy jęk nad uchem, jedno, drugie, trzecie pchnięcie i nagle zamiera wbity w apogeum rozkoszy. Rozluźnia się, zaczyna ponownie oddychać. Czuję ciepło spływające pomiędzy udami. Przesuwam jego dłoń ku twarzy. Ujmuję środkowy palce, wsuwam go sobie w usta. Prawą dłonią rozchylam wargi, odciągam ku górze kolczyk z kapturkiem. Opuszka jego palca delikatnie dotyka łechtaczkę. Zapadam się w sobie, zaciskam uda. Ledwo uciskając twardy kamyczek kreśli nim małe kółka. Przyciskam pośladki do jego podbrzusza, zamykam oczy, kontempluję rozmiar ciągle tkwiącego we mnie członka… Gdy wracam do świadomości boli mnie podbrzusze. Znam, lubię ten rodzaj bólu. Kojarzy mi się on tylko z rozkoszą. Choć od orgazmu minęło kilkanaście sekund ciągle czuję spazmy przebiegające ciało. Pieści moje ramię tak długo, aż utulona jednostajnością ruchu zapadam w sen.

Jestem w trzydziestym drugim tygodniu ciąży. Termin wypada prawie dokładnie za półtora miesiąca. Zaczyna się najtrudniejszy, pod względem fizycznym, okres ciąży. Brzuszek jest już naprawdę spory, przeszkadza w coraz to większej liczbie codziennych czynności. Coraz łatwiej meczę się, bolą mnie częściej plecy, łydki, stopy. Zaczynam odczuwać tak dobrze zapamiętane ‘parcie na pęcherz’ jakie towarzyszyło ostatnim tygodniom poprzedniej ciąży.

Jedyne co się nie zmieniło, to moje potrzeby seksualne i przyjemność jaka czerpię ze zbliżeń. Cóż, burząc może co poniektórym obraz matki-polki, mam ochotę na seks, a mój odmienny stan dodaje tylko pikanterii.

Sporo radości sprawia nam też poszukiwanie idealnych, dla mojego stanu, pozycji. Choć przerabialiśmy już to podczas poprzedniej ciąży, to wciąż lubimy z tym eksperymentować.

W obecnym stanie niepraktycznym stały się wszelkie odmiany pozycji klasycznej. Po pierwsze nie czuję się dobrze leżąc dłużej na plecach, po drugie mąż nie może się na mnie położyć, a wszelkie ekwilibrystyki są dobre tylko na chwilę. Wspaniale sprawdzają się pozycje tylne, zwłaszcza boczna-leżąca. Byłoby jednak nudnym kurczowe trzymanie się jej, jedynie ze względu na wygodę.

Pozycja na pieska, która jeszcze niedawno sprawiała mi sporo radości, obecnie nie sprawdza się już tak dobrze. Rozmiary męża i zapał z jakim lubi szczytować sprawiły, że nieco zbyt mocno bódł mnie w sklepienie pochwy i szyjką macicy. Wole klęczeć na łóżku lekko pochylona ku ścianie, z dłońmi opartymi o ozdobną ramę łóżka. On klęczy za mną, i mimo, że pozycja zbliżona jest do poprzedniej, to jednak kąt penetracji i jej głębokość są inne. Taka modyfikacja sprawdza się też doskonale podczas seksu analnego.

Lubię pozycje stojące od tyłu, jednak kosztują mnie zbyt dużo wysiłku. Po stosunku mam nogi jak z waty.

Świetnie sprawdza się fotel męża. Półleżąc, z biodrami na jego brzegu kocham się z mężem klęczącym pomiędzy szeroko rozłożonymi udami. Z kolei gdy klęczę na siedzisku, odwrócona do niego tyłem, on może wejść we mnie w podobny sposób jak w omawianej wcześniej wariacji pozycji na pieska.

Lubimy seks na stole, przeważnie w pozycji bocznej. Zazwyczaj jestem ułożona na lewym boku. Lewą nogę mam podciągniętą ku sobie. Prawą, wyprostowaną, Robert przyciąga ku sobie ‘otwierając’ mnie jak książkę. Pośladki odrobinę wystają poza krawędź stołu. Pozycja również sprawdza się przy miłości greckiej. Nieco rzadziej leżę na plecach, z pośladkami wysuniętymi odrobinę poza krawędź stołu. Przy takim ułożeniu ciała możemy kochać się na kilka wariantów. W jednym Robert trzyma mnie za kostki, szeroko rozchylając uda. W drugim przyciska rozłożone nogi do siebie, tak by stopy wystawały ponad jego ramionami. W kolejnym mam zaciśnięte uda a złożone razem nogi umieszczam na jednym z barków męża. W innym opieram stopy na jego piersiach.

Huśtawka… Można napisać cała epopeję, o możliwościach jakie stwarza. Korzystamy z niej obecnie tylko sporadycznie. Najlepiej sprawdza się gdy jestem ułożona w pozycji półsiedzącej, z nogami uniesionymi tak jak do badania ginekologicznego. Bardzo lubiana przez męża, nieco mniej przeze mnie.

Pozycja siedząca na wysokim stołku barowym. Stołek jest obrotowy, przytwierdzony na stałe do podłogi. Siadam wysuwając pośladki poza siedzisko. Piersi i twarz oparte o blat, mocno wyeksponowany odbyt. Pozycja wyłącznie do seksu analnego. Bardzo miłe, niecodzienne wrażenia. Uwielbiana przez Roberta!

Lubię pozycje na jeźdźca. Zarówno klasyczną, jak i jej azjatycką odmianę (gdy kobieta kuca nad partnerem) a także odwróconą, czy wariant w którym siedzę na mężu odchylona ku tyłowi, podparta na wyciągniętych za plecy dłoniach, ze stopami znajdującymi się w okolicach jego barków. Czasami mąż podpiera się na poduszkach, częściej jednak leży na wznak. Na chwile obecną pozycje te wymagają ode mnie odrobinę więcej wysiłku niż zazwyczaj, jednak wciąż sprawiają nam dużo radości. Robert lubi także wariant w którym podtrzymuje moje pochylone ku niemu ciało trzymając dłonie na piersiach.

Odkryliśmy na nowo seks w wodzie. Dotychczas problemem było odpowiednie nawilżenie pochwy. Woda szybko wypłukiwała śluz, jak i wszelkie dostępne nam środki poślizgowe. Odkąd odkryliśmy J-lube nawilżenie pochwy nie stanowi już przeszkody. Uwielbiam kochać się w większym z domowych jacuzzi.

Na znaczeniu zyskał seks oralny. Już nie jako wspaniała gra wstępna, kares, czy substytut stosunku. Po prostu mam na niego większą niż kiedyś ochotę i potrafię cieszyć się niem równie głęboko co stosunkiem. Robert ma wspaniałe pole do popisu a ja doceniam, gdy poświęca sporo swojego czasu temu rodzajowi pieszczot. Bardzo lubię gdy w ten sposób pieści mnie Anna!

No i na sam koniec… Uwielbiam się masturbować. Moja fascynacja autoerotyzmem jest absolutnie niezależna od tego w jaki sposób i jak często uprawiam seks z mężem. Pieszczę się codziennie, nawet kilkukrotnie w ciągu doby. Robiłam to od zawsze a jedyną zmianą jaką zaobserwowałam ostatnio jest to, że masturbuje się w bardziej wymyślny sposób niż przed ciąża. Dawniej szukając odprężenia wystarczały mi przeważnie poślinione palce i pięć – dziesięć minut z samą sobą. Dziś częściej korzystam z erotycznych gadżetów, a samo pieszczenie się potrafi trwać nawet czterdzieści minut lub dłużej! Kiedyś szukałam odprężenia w orgazmie, dziś bardziej ciesze się napięciem, jakie towarzyszy balansowaniu na granicy spełnienia. Lubie włączać do moich autoerotycznych sesji elementy BDSM. Dziś na przykład masturbując się prysznicem miałam na brodawkach drewniane klamerki do bielizny… Kupione specjalnie w tym celu.

Ostatnie Tango na Mazurach


Jesteśmy już w domu. Po ponad tygodniu spędzonym poza jego murami czuję radość z powrotu, ciągnie mnie do pracy!

Odpoczęłam, zrelaksowałam się, a w miniony weekend przeżyłam naprawdę niezapomniane chwile swingując z przyjaciółmi. Zasmakowaliśmy całkowitej swobody, która sprawiła, że od piątkowego wieczoru do poniedziałkowego poranka przeżywaliśmy nieustającą, hedonistyczną, prawdziwie libertyńską ucztą zmysłów. Nie sposób tego nazwać swingers-party. To było coś o wiele bardziej przyjemnego, wykraczającego daleko poza czysto fizyczny seks.

Po pierwsze nie było sztywnych reguł, ograniczeń co do miejsca czy czasu, a nasze poczynania limitowała jedynie wyobraźnia, wola, i akceptacja partnera, lub partnerki. Poza wcześniej zaplanowaną nocą z piątku na sobotę poszliśmy całkowicie na żywioł. Na dwa dni zupełnie rozluźniły się więzy, a my zanurzyliśmy się w czystej formie zmysłów. Większość weekendu spędziliśmy nago. Jedynie do posiłków, i wieczorami, zakładaliśmy na siebie jakieś stroje. Na takie okazje wdziewałam jedno z moich sari, wszelako dowolność strojów była dość duża. Kasia preferowała koszulki na wąskich ramiączkach i obcisłe szorty zakładane z pominięciem bielizny. Basia króciutką, letnią sukienkę a panowie przeważnie wybierali dłuższe szorty i koszulki polo. Na słońcu najlepiej czułam się nago, lub z biodrami przewiązanymi sarongiem. Sam seks był spontaniczny, zarówno co do wyboru partnera, jaki i czasu, czy miejsca. Mógł on mieć formę długich zalotów, jak w przypadku mnie i Kasi, gdy przez większość niedzieli flirtowałyśmy obdarzając się nawzajem delikatnymi karesami, a dopiero wieczorem, przed kolacją, nastąpiła ich kulminacja i zbliżenie. Mógł też być gwałtowny, sprokurowany chwilą, nagłą niewytłumaczalną na gruncie logiki eksplozją pożądania. Jak podczas pikniku, gdy po krótkim flircie z Adamem Basia usiadła mu na kolanach, pocałował w usta, a chwilę po tym oboje zbiegli za pagórek, w stronę niekoszonego od dawna fragmentu łąki.

Z minionego weekendu w pamięci najbardziej zapadła mi właśnie atmosfera swobody. Nieskrępowanej nagości, spontanicznego i radosnego uprawiania miłości. Drugą rzeczą – wydarzeniem była piątkowa noc jaka spędziłam w ramionach dwojga kochanków.

O ile pamięć weekendu rozmywa mi się setkami drobnych zdarzeń, uśmiechów, zabaw, pieszczot i nocami pełnymi miłego, acz chaotycznego w formie i plątaninie ciał seksu, to piątkowy trójkąt wypalił się w niej wyraźnym obrazem.

Było dość późno. Marysia położona przez Roberta spała od dobrych dwóch godzin. Rozmowa zapoczątkowana jeszcze przy kolacji toczyła się już zupełnie własnym życiem. Atmosfera dojrzała by zakończyć przedłużającą się chwilę. Poprosiłam moich panów, by pomogli mi posprzątać ze stołów i włożyć naczynia do zmywarki. Ponieważ do pomocy rzucili się wszyscy, stoły oprzątnęliśmy błyskawicznie. Kuchnia okazała się odrobinę za mała dla naszej szóstki, więc pożegnałam się z dziewczynami, które ochoczo zaciągnęły Roberta na dół do jacuzzi. Gdy z mężem dzieliliśmy się pokojami wybrałam dla siebie nasza małżeńską sypialnię. Głównie ze względu na ogromne łóżko i przestronną łazienkę. Robertowi do jego dyspozycji pozostały niezajęte przez przyjaciół sypialnie dla gości, sauna, jacuzzi i cały dół z przyległościami. Wtedy nie podejrzewałam nawet, że po jacuzzi pójdą popływać w jeziorze, a seks uprawiać będą na pomoście, w świetle gwiazd, okryci grubymi pledami zabranymi z altany.

Gdy posprzątaliśmy kuchnię przygotowałam dla moich partnerów po filiżance orzeźwiającego espresso. Podane w fotelach klubowych, z markową whisky miało osłodzić im dwadzieścia minut oczekiwania. O tyle poprosiłam udając się do łazienki. Tyle czasu potrzebowałam by wykonać oczyszczającą przed seksem analnym lewatywę. Byli punktualni. Gdy po dwudziestu minutach zapukali w drzwi łazienki byłam już w kabinie prysznicowej. Zaproszeni szybko do mnie dołączyli. Błogosławiony pomysł, by zainstalować obszerną kabinę z prysznicem wyposażonym w wielokierunkowe, boczne dysze. O ileż łatwiej uprawiać w nim seks, gdy woda nie leje się na włosy. Byłam zachwycona ich delikatnością, gdy myli mnie odzianymi w myjki dłońmi. Bogiem a prawdą, jeszcze nigdy tak dokładnie nie wymyto mi piersi, pośladków i wzgórka wenus, pomijając prawie zupełnie inne fragmenty ciała. Nie miałam jednak czasu się zastanawiać nad tą dysharmonią. Zamknięta w ciasnym uścisku ich ciał, z dłonią obejmującą szyję Adama, naprowadzając drugą jego palce na łechtaczkę czułam za plecami Rafała badającego opuszką palca odbyt. Szepnęłam mu, by użył balsamu do ciała z półki obok kabiny prysznicowej. Wcisnął we mnie odrobinę chłodnego kremu, nakierował dłonią członek i wszedł we mnie wyrywając mi z ust ciche westchnięcie. Z zamkniętymi oczami, ciesząc się każdym pchnięciem, każdym muśnięciem palca drażniącego mój srom. Mruczałam rozpieszczana i rozmarzona własną przyjemnością. Jego orgazm zaskoczył mnie gdzieś ledwie pośrodku długiej drogi ku spełnieniu. Czułam się boleśnie rozżalona gdy wysunął się ze mnie. Jednak jeszcze większym zaskoczeniem było, gdy delikatnym ruchem czworga dłoni zostałam odwrócona. To, że Rafał pocałował mnie w usta a Adam tuląc się do pośladków wszedł pomiędzy nie zajmując miejsce poprzednika. Musieli to wcześniej między sobą uzgodnić! Podniecenie szybko objęło mnie ponownie w swoje władanie. Tym razem, w sporej części za sprawą delikatnie pieszczącego moją łechtaczkę palca, nie dałam się przegonić. W trakcie orgazmu miałam ochotę paść na kolana. Gdyby nie pomoc obu panów, pewnie nogi same odmówiłby mi posłuszeństwa. Po zakończeniu wspólnej toalety, nadzy, ciągle pokryci kropelkami wody, znaleźliśmy się w łóżku. Przez następną godzinę królował seks oralny. Zmuszona do pasywności mogłam tylko im ulec, by cichutko pojękując cieszyć zmysły. Rozgrywali niezwykłą olimpiadę, prześcigając się nawzajem w wyrafinowanych sposobach sprawiania przyjemności. Każda kobieta twierdząca, że mężczyźni nie potrafią intuicyjnie pieścić kobiet tkwi w błędzie, i najwidoczniej nie trafiła na doświadczonego partnera! Byli wspaniali… Na swój sposób odrobinę samolubni, gdyż pieszczenie mnie wyraźnie ich podniecało. Gdy kończyli w moich ustach i na piersiach sama straciłam rachubę tego, ile razy spijałam boską ambrozję orgazmu.

Po dłuższym odpoczynku, w następstwie moich pracowitych zabiegów ponownie ponownie mogli poszczycić się erekcją godną siedemnastolatków. Miałam ochotę poczuć ich naraz w sobie, jednak dłuższą chwilę zastanawiałam się jak tego dokonać. Brzuszek skutecznie utrudniał to zadanie, wykluczając jednocześnie pozycje, w których byłabym przygniatana przez jednego z partnerów, lub leżałabym brzuszkiem na jednym z nich. Ostatecznie ujęłam mocniej ich członki, i zachęcając aksamitnym głosem ułożyłam ich tak, by ich członki stykały się ze sobą. Kucając nad nimi ujęłam je złączone w prawą dłoń, a lewą zaczęłam pieścić pochwę dwoma, trzema a następnie czterema palcami. Gdy uznałam, że jestem gotowa zwilżyłam ich śliną i opuszczając biodra nabiłam się na ich połączone pale. uczucie podobne fistingowi, mocne, głębokie, zapierające dech w piersi. Byłam w stanie wykonywać jedynie w miarę płytkie ruchy w górę i w dół, odrobinę kręcić biodrami na boki. Kochałam się czując wędrujące po ciele dłonie. Głaszczące plecy, ściskające piersi, badające kciukiem odbyt, drażniące kolczyk. Gdy przyspieszyłam czując zbliżający się orgazm poczułam w sobie eksplozję ciepła. Z jęków za moimi plecami domyśliłam się że to Rafał. Jeszcze jeden, dwa ruch i zatrzęsłam się jak w malignie. Fizycznie czułam jak pochwa obejmuje ich członki ciasnym uściskiem, jak pieści ich spazmatycznymi skurczami. Ból podbrzusza mieszał się z rozkoszą. Drżałam bezwolna gdy Adam ująwszy mnie w pasie nadał ponownie rytm moim biodrom. Po chwili podjęłam rytm, poczułam jak obejmuje mój biust, ściska mocno i ciepłe nasienie po raz wtóry rozlało się we mnie. Zsunąwszy się z nich odpoczywałam pijana orgazmem powoli pogrążając się w miłym otępieniu, zasypiając tulona dwoma parami delikatnych dłoni.

Świt przespałabym bez wyrzutów sumienia. Robert z dziewczynami miał jednak inne plany. Roześmiana, naga gromadka bachantek z Satyrem zjawiła się w naszej sypialnie tuż po siódmej. Łóżko choć spore, było jednak zbyt małe, by pomieścić szóstkę baraszkujących swobodnie osób. Pociągnęłam Roberta ku łazience zostawiając roześmiane dziewczyny, które wymieniwszy się partnerami ujeżdżały ich dosiadając okrakiem jak rasowe amazonki. Pod letnim, orzeźwiającym natryskiem, klęcząc przypomniał mi jak biegły i giętki jest jego język. Mój nie zdołał wykrzesać z niego nic, ponad wątłą stróżkę nasienia. Ssąc potężny, powoli wiotczejący w moich ustach członek podniosłam wzrok ku jego oczom. Musiał odczytać w moim spojrzeniu pytanie. Uśmiechnąwszy się wzruszył bezradnie ramionami rzucając krótkie, acz wymowne:

- Jestem zupełnie wykończony Kochanie.

Nie musiał nic więcej mówić. Przez resztę dnia dzielnie broniłam go przed zakusami rozpasanych bachantek, by wieczorem samej zerwać pierwszy kwiat!

twitter

Nie wiem czemu założyłam konto na twitter.com. Byłam ciekawa jak to dział? Może pomyślałam, że tak częściej, bardziej regularnie będę mogła pisać? Naprawdę nie wiem! Jeśli polubię twitter, połączę go ze stroną. Na pewno istnieje jakaś odpowiednia wtyczka do WordPress.

http://twitter.com/Bachantka

« Nowsze Wpisy - Starsze Wpisy »