Jakubar napisał(a):
[...]Dla większości ludzi miłość jest związana z poczuciem własności i przynależności.
To zwierzę, które siedzi w każdym z nas, krzyczy: "nie ruszaj, to moje", na widok każdego osobnika, który może nam odebrać partnera - naszą własność, a przecież trudno o lepszy sposób na uwiedzenie kogoś niż seks.
Jak udaje Ci się unikać poczucia zarożenia czy zazdrości? Czy odpowiedzią jest całkowite oddzielenie miłości od seksu?[..]
Skłamałbym, gdybym napisała, że potrafię całkowicie oddzielić miłość od seksu, czy że nie jestem w jakiś sposób zazdrosna. Nie mogę też autorytatywnie wypowiadać się w imieniu męża, choć znam jego zapatrywania na ten temat. W końcu był on i ciągle jest obecny w naszych rozmowach.
Po pierwsze, i najważniejsze, jest
ZAUFANIE. Ufamy sobie, wierzymy w siebie, nie podejrzewamy się nawzajem, nie mamy do siebie pretensji po swingowaniu itd.
Po drugie jesteśmy w stosunku do siebie szczerzy. Z początku było to coś, co wymagało odrobiny wysiłku. Zwłaszcza, gdy Robert poprosił mnie bym opowiedziała mu o moich partnerach i partnerkach przed nim. Jemu też nie było łatwo opowiedzieć o swoich. Nie dlatego, że były jakieś rzeczy do ukrycia, Raczej chodziło o otwarcie się i naruszenie własnej intymnej sfery. Także teraz, gdy zdarza się nam przygoda (za zgodą partnera) to nie jest ona tajemnicą.
Nie angażujemy się uczuciowo spotykając z innymi partnerami. Oczywiście jest miejsce na sympatię, pasję, fascynację, przyjaźń... Nie ma miejsca na głębsze uczucia jak miłość. Nie można kochać tak samo dwóch osób. Nawet żyjąc przez dłuższy okres z kochanką nie mieszaliśmy radości z kontaktów fizycznych, przyjaźni i sympatii z miłością. Marta była naszą kochanką, przyjaciółką. Fascynowała nas, podniecała, rozśmieszała... Nie kochaliśmy jej jednak, chyba, że w infantylnym sensie tego słowa wypowiadanego jako substytut pożądania.
Byłabym zazdrosna gdyby w grę wchodziły uczucia. Byłabym zazdrosna, gdybym dowiedziała się, że Robert ma romans, kochankę, lub swinguje bez mojej wiedzy. Robert byłby zazdrosny, gdybym miała innego mężczyznę. Jeśli mam ochotę na drugiego mężczyznę, to on zawsze ma w tej sprawie ostatnie słowo. Jest jednak bardzo otwarty, gdyż nie raz i nie dwa w naszej sypialni gościli panowie. W zasadzie mam wolną wolę, jeśli miałabym ochotę na krótki romans, jednorazową przygodę z kobietą... On jednak musi o tym wiedzieć.
Całość jest dość skomplikowana i opiera się na wielu niepisanych i niedopowiedzianych zasadach. Bardzo mocno wiąże nas z Robertem wspólne życie, dziecko, dom, podobne zainteresowania i seks, który uprawiamy prawie codziennie. Swingowanie nie jest dla nas ucieczką z małżeńskiej nudy, czy poszukiwaniem mocniejszych wrażeń. To raczej uzupełnienie
ars amandi i najlepiej smakuje, gdy jesteśmy razem. Chyba najbardziej lubimy kochać się z drugą parą lub z dodatkową partnerką, partnerem. Jeśli kochamy się osobno to ja preferuję spędzić czas z kobietą, ewentualnie z parą gdzie kobieta ma silne biseksualne preferencje lub z kilkoma panami. Robert woli za to układy 2k+m lub 3k+m. Ale zbaczam chyba z tematu.
Całusy,
Aga