
sobotni wieczór, po raz pierwszy po porodzie swingowaliśmy. Z początku mieliśmy się spotkać w wynajętym pensjonacie, jednak wystąpiły pewnego rodzaju trudności ze strony właściciela i prawie w ostatniej chwili zmieniliśmy lokalizację na inną. Miejsce było nieco kłopotliwe ze względu na dojazd, ale za to całkowicie dyskretne, gdyż należące do jednej z uczestniczących w spotkaniu par. Impreza odbyła się w ładnie odnowionej, obszernej leśniczówce. Jedyną niedogodnością była jej lokalizacja, i potrzeba zorganizowania wszystkiego we własnym zakresie.
Gdybym miała streścić w jednym zdaniu, to spotkanie udało się jak nigdy.
Inna sprawa, że gdybyśmy podejrzewali zmianę lokalizacji, to najprawdopodobniej zamiast stylizacji na lata ’20 zdecydowalibyśmy się na inną konwencję spotkania. Może sarmacką, może dominowałyby leśne nimfy i duszki ze ze Snu Nocy Letniej lub też zrobilibyśmy coś à la Chłopi Reymonta
. Nasze stroje nieco nie pasowały do wnętrza, choć właśnie tak mogło wyglądać opijanie polowania na początku poprzedniego wieku
.
Słowo orgia zawarte w tytule, nie znalazło się w nim bez powodu. Całość spotkania właśnie tak wyglądała. W jego najgorętszej fazie bawiliśmy się wspólnie w głównej sali. Obraz był malowniczy, gdyż panował daleko posunięty negliż. Panowie byli w samych koszulach (wszyscy pojawili się w garniturach) i butach a panie w halkach (lub gorsecikach), pończoszkach i pantofelkach. Wszystko wyglądało jak dekadencka scenka z Ferdydurke Gombrowicza. Półnagie kobiety pijące szampana prosto z butelki i namiętnie obściskujący je panowie, których członki malowniczo prężyły się spod koszul. ‘Dziewictwo’ straciłam na ladzie baru… Z kobietą. Podsadzona na wysoki blat przez jej partnera najpierw rozkoszowałam się jej językiem, a później kochałam się z nim na wąskiej, niewygodnej płaszczyźnie blatu. Czysta rozpusta i surrealizm, zważywszy że obok kochała się kolejna para, a następna obserwowała nasze poczynania uprawiając bardzo wymyślny pettingu i nagradzając oklaskami najpierw mój głośny i ze wszech miar nieskromny finisz a później finał partnera na moim biuście.
Gdybym była malkontentką, to mogłabym odrobinę ponarzekać, że byłam zmuszona proponować moim partnerom prezerwatywy, których zwyczajnie nie lubię. Na szczęście miałam zapas kilku poliuretanowych kondomów, bez środka plemnikobójczego. Na inne jestem lekko uczulona i często mnie podrażniają. Stosowanie prezerwatyw miało jednak swoje zalety. Kiedy ich nie używam panowie wykazują mniejszą fantazję kończąc najczęściej we mnie. Wczoraj za to proszono mnie o pozwolenie by skończyć na piersiach, a za drugim razem bez pytania zostałam odwrócona, a partner złożył nasienie na moich plecach i pośladkach
.
Do drugiej bawiłam się w głównej sali i miałam kilkoro partnerów, jednak nie z każdym kochałam się w klasycznym znaczeniu. Ponieważ noc zapowiadała się na długą, panowie oszczędzali siły. Tak więc poza dwoma pełnymi stosunkami byłam kilkukrotnie kochana ustami i palcowana. Lubię mężczyzn, którym sprawia przyjemność altruistyczne doprowadzenie kobiet do orgazmu. W zamian odwzajemniałam się bardzo bogatym spektrum pieszczot, jednak jeśli partner wyraźnie nie prosił o to nie nadwyrężałam ich sił, zgodnie z przyjętą przez nas konwencją.
Tylko raz pieszczoty przerodziły się w długą sesję pettingu, którą po wielokroć przerywałam technikami mającymi za zadanie opóźnić orgazm. Moim partnerem był przystojny prawnik. Szpakowaty, szczupły, po czterdziestce. Jedyny w naszym gronie mężczyzna z obrzezanym członkiem, który jednak poza brakiem napletka nie odróżniał się od przeciętnego ani rozmiarem, ani kształtem. Za to jąder mógłby mu pozazdrościć niejeden rozpłodowy buchaj. Widziałam setki męskich klejnotów, wszystkie mniej lub bardziej podobne do siebie… Nigdy jednak tak dorodnych. Choć obecnie nieczęsto mamy okazję na siebie wpadać, to znamy się dość dobrze i lubimy. W zaciszu bocznego pokoju przez prawie godzinę uwodziłam go zręcznością moich dłoni i ust. Myślę że w technice ssania i erotycznego ściskania jąder, oraz masażu członka z użyciem oliwki osiągnęłam prawdziwe mistrzostwo. Naprawdę byłam z siebie zadowolona słuchając jak jęczał z rozkoszy gdy na zmianę rozpalałam i ujarzmiałam żądze. O ile sam petting nie trzymał się żadnego wcześniej ustalonego scenariusza, o tyle sam wytrysk wyreżyserowałam z dbałością o każdy szczegół. Tak jak zawsze lubił najbardziej. Leżąc na plecach, podparta na poduszce przyciągnęłam go trzymając za jądra do siebie. Tak by siadł na moim brzuszku okrakiem. Wyprostowany, wyprężony był jak glina w moich dłoniach. Mocno ściskając lewą dłonią jądra przyciągnęłam go nad piersi i dalej nad twarz. Uciskając z całej siły członek, ściskając i ssąc na zmianę jądra, doprowadziłam do ekstazy. Kontrolując mocnym uściskiem palców wytrysk odczekałam chwilę by leciutko rozluźnić palce pozwalając spłynąć kilku kropelkom nasienia na lewą pierś, później na prawą, a gdy dokonałam tego rytuału wzięłam go w usta i przyciągając jego biodra dłońmi zaczęłam mocno, rytmicznie ssać. Mój partner to swoisty fenomen. Nie znam innego, który lubiłby właśnie tak finiszować, ani takiego, u którego wytrysk po kilku początkowych strzałach trwa nadal i objawia się powolnym, ale całkiem obfitym wyciekiem nasienia. Moją nagrodą była najlepsza tej nocy palcówka połączona z delikatnym przygryzaniem i ssaniem łechtaczki. Joachim opanował do perfekcji jak dozować podobne karesy, by sprawiały radość i jedynie ocierały się o rozkosz splątaną ze słodkim bólem, jednak nigdy nie były tylko tym drugim. Większość kobiet umarła by ze strachu wyobrażając sobie mężczyznę ssącego odsłoniętą spod kapturka łechtaczkę, czy przygryzającego ją poprzez skórny fałdek. Poza Robertem tylko jemu ufam w podobnych zabawach. Jestem pewna, że słyszano mnie na głównej sali. I to nie tylko w samej chwili rozkosznego wyzwolenia, ale przez całe dwadzieścia długich minut, gdy balansowałam na granicy za którą jest już tylko czysta rozkosz spełnienia. Tych niespełna trzydzieści minut czystego szaleństwa zapamiętałam mocniej, niż noc spędzoną z partnerką. To co mi dał było jak objawienie na Górze Synaj. Miłość jaką uprawiłam przez resztę nocy należałaby porównać do radości, jaką daje wczytywanie się w ciekawszą z każą przeczytaną kartką książkę.
Jest sporo prawdy w tym, że seksu z kobieta nie można porównywać w tych samych kategoriach co stosunku z mężczyzną. To są dwa różne światy, a ja nie podejmuję się wytłumaczyć różnicy. Nie umiem mężczyźnie opowiedzieć o tym co dzieje się pomiędzy mną i drugą kobietą. Analogicznie nie potrafię znajomym lesbijkom wyjaśnić tego, co dają mi mężczyźni, a czego nie potrafiłabym otrzymać od innej kobiety. Nie można porównywać jabłek do gruszek. I nie chodzi o to, co wielu podejrzewa, że miłość z kobietą jest mniej fizyczna, a bardziej uczuciowa. To nieprawda. Trudno nazwać fisting mało fizycznym, czy mało intensywnym przeżyciem. Podobnie nie można nie zauważyć, jak wielką rolę w moich relacjach z mężem, zwłaszcza intymnych, odgrywa uczucie. Najłatwiej stwierdzić, że to po prostu dwa inne Światy. Oba kocham, równie mocno cenię, i nie umiałabym żyć tylko w jednym z nich, zapominając zupełnie o drugim.
Moja partnerka była doświadczoną w sztuce kobietą. Już na początku wspólnej zabawy, gdy dobierano się w pary, trójkąty i bardziej kanciaste figury na czas po wspólnej orgii, zdecydowałyśmy się na siebie. Po pierwsze wolałam kobietę ze względu na brak konieczności myślenia o antykoncepcji. Po drugie od dawana miałyśmy ochotę spędzić z sobą noc. Po trzecie zbyt wiele naszych koleżanek zapragnęło nocy z dwoma partnerami, by możliwy był inny układ
.
Nie żałowałyśmy tego wyboru. Do rana nie zmrużyłyśmy oczu. Nawet sporadycznie goszcząc w naszej sypialni Annę, nie miałam od dawna kobiety w taki jak wczoraj sposób. Prawie zapomniałam, że poza seksem oralnym i pettingiem doświadczone miłośniczki Safony znają i inne sztuczki. Cieszę się zwłaszcza z tego, że przypomniano mi jak przyjemny jest trybadyzm i jak wielką rozkoszą może być fisting. Moja partnerka to prawdziwa mistrzyni miłości dłonią.
Drogę do domu przespałam. Po odebraniu dzieci od dziadków miałam tylko silę nakarmić małą i poszłam spać. Obudziłam się godzinę temu. Pokrzepiona kawą, nakarmiwszy ponownie dziecko siadłam do pisania. Jestem wypoczęta, dom jest cichy, kawa smakuje wyśmienicie, więc szkoda by było odkładać pisanie na jutro. Wszak dziś najwyraźniej pamiętam emocje.
Wczorajsze spotkanie po raz kolejny udowodniło, że spotkania tematyczne są ciekawsze niż zwykłe swingers-party. Mieliśmy lepszą zabawę a atmosfera była o wiele ciekawsza i pikantna. Właśnie dzięki narzuceniu sobie konwencji i wyzwoleniu z tego co codzienne. Było wspólne ocenianie strojów. Konkursy, która z nas zgrabniej pozbędzie się odzienia, na najbardziej zbliżoną do tej z ‘epokowi’ bieliznę, czy też zabawa w odnajdywanie z zawiązanymi oczami własnej żony czy też partnerki po kształcie piersi czy puszystości naturalnego futerka pomiędzy udami. Stworzyło to wszystko wspaniałą atmosferę. Później o wiele łatwiej było się wspólnie bawić i kochać na oczach szerokiej publiczności.
O wiele bardziej cenię sobie takie właśnie orgie, niż tradycyjne party na których szybko łączy się w pary, trójkąty i czworokąty, by skonsumować owe figury w zaciszu oddzielnych pomieszczeń. Orgia posiada zupełnie inną atmosferę i charakter, a co za tym idzie dostarcza daleko różnych od klasycznego swingowania doznań. Odkryłam, że jestem po części ekshibicjonistką. Sprawiało mi przyjemność być obserwowaną, a oklaski jakimi nagrodzono mój orgazm wywołały rumieniec wstydliwej dumy. Z wypiekami dołączyłam też do wianuszka widzów obserwujących jak Robert z pomysłowością ujeżdżą wypiętą przed nim panią domu, jak i nagrodziłam oklaskami wspaniały spektakl jaki dała odważna, młodziutka amazonka z wdziękiem ujeżdżająca naszego gospodarza. Jej mały, krągły biust zachwycał gdy z zamkniętymi oczami i rozpuszczonymi włosami cwałowała nabita na członek. Słowem orgia to spektakl w którym raz się jest na scenie, raz na widowni a często jest się i aktorem i publicznością jednocześnie.
Nasze Noworoczne spotkanie mamy zamiar zorganizować w podobnej konwencji. Mamy już dwie chętne pary i jedną ciągle zastanawiającą się nad propozycją. Jutro wyślę kolejne zaproszenia.
* @ 23 Listopada ’10
Dziękuję Tomkowi za przypomnienie o drobnej, ale istotnej kwestii mojej decyzji co do wyboru fryzurki
Zdecydowałam się na naturalny meszek, bez żadnych ingerencji w jego wygląd. Dziękuję wszystkim za oddane głosy.


wspaniałe spotkanie i jakże ciekawy opis! gratulacje.
I jedno pytanko – jaka był ostateczna decyzja w sprawie fryzury i czy inne Panie miały jakieś inne pomysły na depilację?
Na spotkaniu wystąpiłam w naturalnej fryzurce. Większość pań miała podobne, choć były dwie wyjątkowo niezgodne z regułami. Szeroki na dwa palce pasek i mikro trójkącik. Nikt jednak nikomu nie czynił wyrzutów
Takie tematyczne spotkanie jednak niesie za sobą zmiany – w tym ufryzowania.
pozdrawiam
Świetny wpis.
… taki plastyczny i obrazowy,….. czuć Twoją radość z seksu,….
…, świetny!!