
asze kontakty z Anną wyewoluowały zupełnie inaczej niż na to początkowo liczyliśmy.
Pierwotnie szukaliśmy stałej, mieszkającej z nami partnerki – kochanki. Trzeciej do pary.
Chcieliśmy stworzyć bliskie ideałowi ménage à trois. Stabilny erotyczno – towarzyski związek trojga ludzi.
Wyszło inaczej, a najtrafniejszym określeniem obecnego stanu naszych relacji byłoby amerykańske friends with benefits lub dosadniej fuck friends.
Pisze to trochę rozżalona, wspominając wyjątkowy związek, jaki udało się nam stworzyć z Martą.
Piszę lekko zawiedziona po krótkiej wiadomości jaką dostałam SMS-em:
Pszepraszam dzis nie moge moze w sobote zadzwonie jutro anna
Chyba z byt wiele oczekiwaliśmy, nawet wtedy gdy Anna szczerze i konkretnie określiła ramy naszych relacji. Czas się pogodzić z tym, że nie powtórzy się fenomen Marty. Z drugiej strony fenomen Anny jest także wart grzechu. Wpada zapowiadana najwyżej z jednodniowym wyprzedzeniem, roześmiana, tryskając energią, potrafiąca zarazić nas swoim dobrym nastrojem. Jest wspaniałą towarzyszką rozmowy, a podczas długich, celebrowanych przy winie kolacji jedną z najlepszych interlokutorek na jakie trafiłam. Elokwentna, niegłupia, mająca wyrobione zdanie, poglądy i przede wszystkim wiedzę. Lubie z nią dyskutować, gdyż wie o czym mówi. Nie wygłasza sądów o rzeczach, o których nie ma pojęcia. Własne ciało, wspólną nagość, erotyzm, czy seks traktuje z niewymuszona naturalnością i swobodą. Jest dobrą i pomysłowa kochanką. Potrafi czytać mowę ciała, odgadywać to co niepowiedziane, cieszyć się uniesieniami partnerów i być przy tym na tyle egocentryczną by umieć zadbać o własne przyjemności. Jest też niezależna… Bardzo, bardzo niezależna. Niezależność jest wręcz jej religią, a nam najpewniej przyjdzie się z tym pogodzić. Możemy bowiem zaakceptować ją taką jaka jest, lub też odrzucić. To jedyna alternatywa.

