RSS dla
Wpisów
Komentarzy

Ostatnie Tango na Mazurach


Jesteśmy już w domu. Po ponad tygodniu spędzonym poza jego murami czuję radość z powrotu, ciągnie mnie do pracy!

Odpoczęłam, zrelaksowałam się, a w miniony weekend przeżyłam naprawdę niezapomniane chwile swingując z przyjaciółmi. Zasmakowaliśmy całkowitej swobody, która sprawiła, że od piątkowego wieczoru do poniedziałkowego poranka przeżywaliśmy nieustającą, hedonistyczną, prawdziwie libertyńską ucztą zmysłów. Nie sposób tego nazwać swingers-party. To było coś o wiele bardziej przyjemnego, wykraczającego daleko poza czysto fizyczny seks.

Po pierwsze nie było sztywnych reguł, ograniczeń co do miejsca czy czasu, a nasze poczynania limitowała jedynie wyobraźnia, wola, i akceptacja partnera, lub partnerki. Poza wcześniej zaplanowaną nocą z piątku na sobotę poszliśmy całkowicie na żywioł. Na dwa dni zupełnie rozluźniły się więzy, a my zanurzyliśmy się w czystej formie zmysłów. Większość weekendu spędziliśmy nago. Jedynie do posiłków, i wieczorami, zakładaliśmy na siebie jakieś stroje. Na takie okazje wdziewałam jedno z moich sari, wszelako dowolność strojów była dość duża. Kasia preferowała koszulki na wąskich ramiączkach i obcisłe szorty zakładane z pominięciem bielizny. Basia króciutką, letnią sukienkę a panowie przeważnie wybierali dłuższe szorty i koszulki polo. Na słońcu najlepiej czułam się nago, lub z biodrami przewiązanymi sarongiem. Sam seks był spontaniczny, zarówno co do wyboru partnera, jaki i czasu, czy miejsca. Mógł on mieć formę długich zalotów, jak w przypadku mnie i Kasi, gdy przez większość niedzieli flirtowałyśmy obdarzając się nawzajem delikatnymi karesami, a dopiero wieczorem, przed kolacją, nastąpiła ich kulminacja i zbliżenie. Mógł też być gwałtowny, sprokurowany chwilą, nagłą niewytłumaczalną na gruncie logiki eksplozją pożądania. Jak podczas pikniku, gdy po krótkim flircie z Adamem Basia usiadła mu na kolanach, pocałował w usta, a chwilę po tym oboje zbiegli za pagórek, w stronę niekoszonego od dawna fragmentu łąki.

Z minionego weekendu w pamięci najbardziej zapadła mi właśnie atmosfera swobody. Nieskrępowanej nagości, spontanicznego i radosnego uprawiania miłości. Drugą rzeczą – wydarzeniem była piątkowa noc jaka spędziłam w ramionach dwojga kochanków.

O ile pamięć weekendu rozmywa mi się setkami drobnych zdarzeń, uśmiechów, zabaw, pieszczot i nocami pełnymi miłego, acz chaotycznego w formie i plątaninie ciał seksu, to piątkowy trójkąt wypalił się w niej wyraźnym obrazem.

Było dość późno. Marysia położona przez Roberta spała od dobrych dwóch godzin. Rozmowa zapoczątkowana jeszcze przy kolacji toczyła się już zupełnie własnym życiem. Atmosfera dojrzała by zakończyć przedłużającą się chwilę. Poprosiłam moich panów, by pomogli mi posprzątać ze stołów i włożyć naczynia do zmywarki. Ponieważ do pomocy rzucili się wszyscy, stoły oprzątnęliśmy błyskawicznie. Kuchnia okazała się odrobinę za mała dla naszej szóstki, więc pożegnałam się z dziewczynami, które ochoczo zaciągnęły Roberta na dół do jacuzzi. Gdy z mężem dzieliliśmy się pokojami wybrałam dla siebie nasza małżeńską sypialnię. Głównie ze względu na ogromne łóżko i przestronną łazienkę. Robertowi do jego dyspozycji pozostały niezajęte przez przyjaciół sypialnie dla gości, sauna, jacuzzi i cały dół z przyległościami. Wtedy nie podejrzewałam nawet, że po jacuzzi pójdą popływać w jeziorze, a seks uprawiać będą na pomoście, w świetle gwiazd, okryci grubymi pledami zabranymi z altany.

Gdy posprzątaliśmy kuchnię przygotowałam dla moich partnerów po filiżance orzeźwiającego espresso. Podane w fotelach klubowych, z markową whisky miało osłodzić im dwadzieścia minut oczekiwania. O tyle poprosiłam udając się do łazienki. Tyle czasu potrzebowałam by wykonać oczyszczającą przed seksem analnym lewatywę. Byli punktualni. Gdy po dwudziestu minutach zapukali w drzwi łazienki byłam już w kabinie prysznicowej. Zaproszeni szybko do mnie dołączyli. Błogosławiony pomysł, by zainstalować obszerną kabinę z prysznicem wyposażonym w wielokierunkowe, boczne dysze. O ileż łatwiej uprawiać w nim seks, gdy woda nie leje się na włosy. Byłam zachwycona ich delikatnością, gdy myli mnie odzianymi w myjki dłońmi. Bogiem a prawdą, jeszcze nigdy tak dokładnie nie wymyto mi piersi, pośladków i wzgórka wenus, pomijając prawie zupełnie inne fragmenty ciała. Nie miałam jednak czasu się zastanawiać nad tą dysharmonią. Zamknięta w ciasnym uścisku ich ciał, z dłonią obejmującą szyję Adama, naprowadzając drugą jego palce na łechtaczkę czułam za plecami Rafała badającego opuszką palca odbyt. Szepnęłam mu, by użył balsamu do ciała z półki obok kabiny prysznicowej. Wcisnął we mnie odrobinę chłodnego kremu, nakierował dłonią członek i wszedł we mnie wyrywając mi z ust ciche westchnięcie. Z zamkniętymi oczami, ciesząc się każdym pchnięciem, każdym muśnięciem palca drażniącego mój srom. Mruczałam rozpieszczana i rozmarzona własną przyjemnością. Jego orgazm zaskoczył mnie gdzieś ledwie pośrodku długiej drogi ku spełnieniu. Czułam się boleśnie rozżalona gdy wysunął się ze mnie. Jednak jeszcze większym zaskoczeniem było, gdy delikatnym ruchem czworga dłoni zostałam odwrócona. To, że Rafał pocałował mnie w usta a Adam tuląc się do pośladków wszedł pomiędzy nie zajmując miejsce poprzednika. Musieli to wcześniej między sobą uzgodnić! Podniecenie szybko objęło mnie ponownie w swoje władanie. Tym razem, w sporej części za sprawą delikatnie pieszczącego moją łechtaczkę palca, nie dałam się przegonić. W trakcie orgazmu miałam ochotę paść na kolana. Gdyby nie pomoc obu panów, pewnie nogi same odmówiłby mi posłuszeństwa. Po zakończeniu wspólnej toalety, nadzy, ciągle pokryci kropelkami wody, znaleźliśmy się w łóżku. Przez następną godzinę królował seks oralny. Zmuszona do pasywności mogłam tylko im ulec, by cichutko pojękując cieszyć zmysły. Rozgrywali niezwykłą olimpiadę, prześcigając się nawzajem w wyrafinowanych sposobach sprawiania przyjemności. Każda kobieta twierdząca, że mężczyźni nie potrafią intuicyjnie pieścić kobiet tkwi w błędzie, i najwidoczniej nie trafiła na doświadczonego partnera! Byli wspaniali… Na swój sposób odrobinę samolubni, gdyż pieszczenie mnie wyraźnie ich podniecało. Gdy kończyli w moich ustach i na piersiach sama straciłam rachubę tego, ile razy spijałam boską ambrozję orgazmu.

Po dłuższym odpoczynku, w następstwie moich pracowitych zabiegów ponownie ponownie mogli poszczycić się erekcją godną siedemnastolatków. Miałam ochotę poczuć ich naraz w sobie, jednak dłuższą chwilę zastanawiałam się jak tego dokonać. Brzuszek skutecznie utrudniał to zadanie, wykluczając jednocześnie pozycje, w których byłabym przygniatana przez jednego z partnerów, lub leżałabym brzuszkiem na jednym z nich. Ostatecznie ujęłam mocniej ich członki, i zachęcając aksamitnym głosem ułożyłam ich tak, by ich członki stykały się ze sobą. Kucając nad nimi ujęłam je złączone w prawą dłoń, a lewą zaczęłam pieścić pochwę dwoma, trzema a następnie czterema palcami. Gdy uznałam, że jestem gotowa zwilżyłam ich śliną i opuszczając biodra nabiłam się na ich połączone pale. uczucie podobne fistingowi, mocne, głębokie, zapierające dech w piersi. Byłam w stanie wykonywać jedynie w miarę płytkie ruchy w górę i w dół, odrobinę kręcić biodrami na boki. Kochałam się czując wędrujące po ciele dłonie. Głaszczące plecy, ściskające piersi, badające kciukiem odbyt, drażniące kolczyk. Gdy przyspieszyłam czując zbliżający się orgazm poczułam w sobie eksplozję ciepła. Z jęków za moimi plecami domyśliłam się że to Rafał. Jeszcze jeden, dwa ruch i zatrzęsłam się jak w malignie. Fizycznie czułam jak pochwa obejmuje ich członki ciasnym uściskiem, jak pieści ich spazmatycznymi skurczami. Ból podbrzusza mieszał się z rozkoszą. Drżałam bezwolna gdy Adam ująwszy mnie w pasie nadał ponownie rytm moim biodrom. Po chwili podjęłam rytm, poczułam jak obejmuje mój biust, ściska mocno i ciepłe nasienie po raz wtóry rozlało się we mnie. Zsunąwszy się z nich odpoczywałam pijana orgazmem powoli pogrążając się w miłym otępieniu, zasypiając tulona dwoma parami delikatnych dłoni.

Świt przespałabym bez wyrzutów sumienia. Robert z dziewczynami miał jednak inne plany. Roześmiana, naga gromadka bachantek z Satyrem zjawiła się w naszej sypialnie tuż po siódmej. Łóżko choć spore, było jednak zbyt małe, by pomieścić szóstkę baraszkujących swobodnie osób. Pociągnęłam Roberta ku łazience zostawiając roześmiane dziewczyny, które wymieniwszy się partnerami ujeżdżały ich dosiadając okrakiem jak rasowe amazonki. Pod letnim, orzeźwiającym natryskiem, klęcząc przypomniał mi jak biegły i giętki jest jego język. Mój nie zdołał wykrzesać z niego nic, ponad wątłą stróżkę nasienia. Ssąc potężny, powoli wiotczejący w moich ustach członek podniosłam wzrok ku jego oczom. Musiał odczytać w moim spojrzeniu pytanie. Uśmiechnąwszy się wzruszył bezradnie ramionami rzucając krótkie, acz wymowne:

- Jestem zupełnie wykończony Kochanie.

Nie musiał nic więcej mówić. Przez resztę dnia dzielnie broniłam go przed zakusami rozpasanych bachantek, by wieczorem samej zerwać pierwszy kwiat!


Skomentuj

*
Proszę przepisać słowo z obrazka w pole 'Kod antyspamowy'.
Obrazek z 'Kodem antyspamowy'