
azury są wspaniałą odskocznią od codzienności. Sama zmiana otoczenia odpręża, pozwala wymazać z głowy myśli krążące wokół spraw zawodowych, domu, trosk dnia codziennego. Mając za oknem sad, jezioro. Żyjąc w przestrzeni zamkniętej pomiędzy lasem, sadem, wodą i łąką zapomina się, że są wokół inni ludzie. Nie jest to takie trudne, gdyż najbliższe gospodarstwo jest oddalone o naprawdę spory kawałek i na przestrzeni lat sporadycznie tylko ktoś zaglądał w nasze okolice.
Na Mazury wyjechaliśmy już w piątek, późnym popołudniem, gdy tylko dotarła do nas Anna. Dotarliśmy na miejsce późno. Marysia spała. Była tak zmęczona dniem i jazdą, że bez większych protestów i krzyków pozwoliła przenieść się z fotelika do łóżeczka, gdzie szybko ponownie zasnęła. Sama zostawiłam rozpakowanie samochodu Robertowi. Przygotowałam lekką kolację. Proste kanapki, ale za to wykonane z pieczywa, które czekało na nas w siatce przed domem. Zawsze gdy wybieramy się na Mazury prosimy gospodynię opiekującą się podczas naszej nieobecności domem, o zakup pieczywa. Jest po prostu świetne. Delikatne, wilgotne, z chrupiąca skórką.
Byliśmy naprawdę zmęczeni, więc bez ociągania wylądowaliśmy w łóżkach. Mając w perspektywie cały weekend we troje postanowiliśmy się wyspać. Anna spała tej nocy osobno, a nam przed snem wystarczyło tylko parę pocałunków i odrobina karesów, gdy naga wtulałam się plecami w piersi męża. Zasnęłam szybko pieszczona delikatnym dotykiem jego dłoni wodzącej leniwymi ruchami po ramieniu i biodrze.
Rano, o świcie, zapukała do nas Anna. Było wcześnie, jednak już nie spaliśmy. Dłuższy niż zazwyczaj sen sprawił, że rano górę wzięło przyzwyczajenie i obudziliśmy się o zwykłej dla nas porze.
Miała na sobie koszulkę, jednak widząc nas nagich zrzuciła ją przez głowę idąc ku nam. Nie byłam jeszcze pełni rozbudzona gdy przywarła do moich ust. Choć wypoczęta, czułam się jeszcze odrobinę rozleniwiona snem. Było mi dobrze pomiędzy ich ciałami a leniwy rytm pieszczot odpowiadał mojemu nastrojowi. Poddałam się im. Zamknęłam oczy, oddałam się ich dłonią, otwarłam na usta. Była delikatna, figlarna, zmysłowa. Leżałam na boku, twarzą do niej. Całowała mnie, dłonią pieściła biodra, uda, srom. Maż gryzł delikatnie kark, dłońmi zagarniał piersi rozkosznie ściskając palcami brodawki. Jego prawa dłoń wsunęła się od tyłu pomiędzy moje uda. Palce roztarły wilgoć wzdłuż warg, odnalazły pochwę, kolczyk, łechtaczkę… Gdy Anna wsunęła twarz pomiędzy uda wbił we mnie dwa palce. Gdy ona zamykała w ustach kolczyk on delikatnie rozciągał mnie palcami. W chwile po tym, gdy wsunął we mnie trzeci, poczułam jak jej język odnajduje świętego Grala. Napięcie osiągnęło zenit, przez kilka długich sekund trwałam w ekstazie podniecenia które zdaje się nie może znaleźć zaspokojenie i nagle, gdy delikatnie objęła mój nabrzmiały groszek ustami nastąpiło spełnienie. Nie krzyczałam tylko dlatego, że nagle zabrakło mi powietrza w płucach. Rozkosz obezwładniła mnie, rozedrgała. Podbrzusze bolało rozkosznymi, pulsującym skurczami. Czułam jak ściskam w sobie palce męża, czułam żar promieniujący z muskanej samym koniuszkiem języka łechtaczki. Czułam trudną do opisania rozkosz i obezwładniającą ulgę, która rozlewała się po ciele wraz z odpływającym w niebyt orgazmem.
Odwrócona na plecy odpoczywałam ściskając w dłoni gorący, nabrzmiały członek Roberta, a lewą obejmując wnętrze uda kochanki. Trwaliśmy tak chwilę. Chciałam odwdzięczyć się im za rozkosz ale nie miałam zupełnie sił zdobyć się na ruch. Wtulili się we mnie, pocałowali nade mną a później zaczęli całować moje piersi. Pieściłam jej wilgotne krocze lewą dłonią, gdy prawą suwałam po członku męża. Trwali tak ssąc moje brodawki, więc nie przerywałam pieszczot aż do chwili gdy Robert lekko przygryzając prawy sutek strzelił wprost na przecierało. Wbiłam w Anne dwa palce, a ta opadła na moją dłoń i przyciskając ją do materaca zaczęła ocierać się o nią tak, jakby dosiadała mężczyznę. Oparta o materac na wyprostowanych rękach, jęcząc, wykonywała posuwiste ruchy biodrami ujeżdżając moja dłoń. Wsunęłam w nią trzeci palec i stymulując mocno przednią ściankę pochwy pieściłam ją czując jak spina się, drży, pręży i w końcu wybucha spełnieniem.
Dni spędzaliśmy leniwie, głównie odpoczywając. Sporo spacerowaliśmy we czworo, opalałyśmy się, pływałyśmy. Bawiłam się z Marysią, czytałam, dwukrotnie zajrzałam do komputera. Po domu, w obrębie naszego ogrodu, łąki, pomostu chodziliśmy nago. Gdy robiło się chłodniej zakładałam sari, do posiłków przewiązywałam biodra sarongiem, idąc gdzieś dalej zakładałam na nagie ciało zwiewną sukienkę. Anna z początku preferowała kostium, później chodziła topless a na końcu pożyczyła ode mnie jeden z sarongów.
Kochaliśmy się głównie wieczorami, gdy córka już spała a nas jeszcze nie dopadło zmęczenie. Chodziliśmy dość wcześnie spać. Spaliśmy w naszej sypialni, we troje. Przed snem kochaliśmy się długo celebrując każdą chwilę spędzoną na karesach. O poranku miłość była krótka, spontaniczna, szybka i intensywna. Wymuszona niejako sytuacją, gdyż Marysia budziła się z regularnością zegarka.
Nie mogę powiedzieć byśmy uprawiali jakieś szczególnie fascynujące gry erotyczne, oddawali się wyuzdanym praktykom, czy nietuzinkowym zabawom. Zamiast tego był czuły, pasjonujący i satysfakcjonujący seks. Od tego co przyjęło się uważać za ‘zwyczajność’ odróżniało go to, że kochaliśmy się we troje, oraz może to, że nie stroniliśmy od miłości greckiej.
Miło wspominam popołudniowy spacer z Robertem. Zostawiwszy śpiącą Marysię pod opieką Anny poszliśmy na naszą łąkę, za pagórek, do kępy brzóz. Tam rozmawialiśmy o planach na przyszłość, o trzecim dziecku, remoncie domu we Wrocławiu, o nas… Kochaliśmy się. Na trawie, w wątłym cieniu brzóz. Bez pośpiechu, tak zupełnie zwyczajnie, a jednak tak magicznie, jak tylko to możliwe z kimś, kogo się kocha całym sobą.
Anna zasymilowała się z nami tak, jakbyśmy od początku żyli w podobnym układzie. Ja z Robertem i Ona jako ta trzecia do pary. Lubię jej towarzystwo… Dotyk jej dłoni.
Wczoraj, zaraz po przebudzeniu musiałam iść do łazienki. Przed powrotem do łóżka postanowiłam wziąć prysznic, by się odświeżyć po nocnych igraszkach. Anna dołączyła do mnie pod natryskiem. Po chwili stałyśmy zwrócone do siebie twarzami, pieszcząc się dłońmi. Robert zjawił się gdy nasze oddechy przyspieszyły a pieszczoty przybrały już dość intensywną formę. Pocałował mnie, przywarłyśmy do niego i wtulone w jego pierś pieściłyśmy dłońmi członek i jądra. Gdy Anna ponownie przywarła do moich ust, a jej dłoń zanurzyła się pomiędzy moimi udami, Robert wszedł w nią od tyłu. Zamarła, jednak po chwili ożyła kochana mocnymi pchnięciami męża. Jej dłoń pieściła mnie bez przerwy. Miałam orgazm. Tuląc się sięgnęłam dłonią do jej pośladków. Ujęłam palcami członek Roberta, wysunęłam go z niej i skierowawszy na druga dziurkę, pomogłam mu wejść w jej odbyt. Z dwoma palcami w jej pochwie, kciukiem uciskającym łechtaczkę kochałam ją w rytmie niespiesznych pchnięć męża. Gdy przyspieszył szukając spełnienia wykonałam kilka ruchów, które wyzwoliły jej orgazm. Po chwili Robert wydał westchnięcie ulgi i strzelił w jej pupie. Zawsze lubił finiszować tuż po partnerce. Zwłaszcza kochając się analnie. Jak twierdzi, uczucie rytmicznie zaciskającej się na jego członku pochwy, czy mocniejsze skurcze odbytu sprawiają mu wyjątkową przyjemność, szczególnie podczas szczytowania.
Do domu wróciliśmy wczoraj. Niestety nic co doskonałe, nie może trwać w nieskończoność. Od dziś wracamy do obowiązków dnia codziennego… W nadchodzący piątek Anna wyjeżdża do rodziny.

