RSS dla
Wpisów
Komentarzy

Babcine Lustro

Od wczoraj jestem z córką we Wrocławiu, u moich rodziców. Dziadkowie zajęli się rozpieszczaniem wnuczki, a ja sprawdzaniem postępu prac przy przebudowie naszego domu. Choć wszystko idzie w miarę według harmonogramu, to nie wiem czy uda się zakończyć remont na początku jesieni. Zostało jeszcze sporo prac do wykonania, w tym pracochłonnej dłubaniny na przykład z wykończeniem łazienek. Liczymy że dom będzie gotowy przed zimą.

Robert nie mógł przyjechać razem z nami, i spodziewamy się go dopiero w weekend. Zabrzmi to śmiesznie, ale czuję się bez niego samotna, zwłaszcza gdy nadchodzi wieczór. Kontakt telefoniczny, czy nawet rozmowa przez Skype to nie to samo, co wtulić się w ukochanego, poczuć jego ciepło, kochać się z nim.

Będąc samą więcej uwagi przywiązuję do autoerotyzmu. Masturbuję się zasypiając i budząc się. Wieczorem długo celebrowałam pieszczoty w swoim pokoju usadowiona w obszernym fotelu przed babcinym, antycznym lustrem w ruchomej oprawie. Ustawiwszy je tuż przed fotelem, pod odpowiednim kątem, powoli wcierałam w swoje ciało oliwkę Marysi. Z jedną nogą zarzucona na oparcie a druga przygiętą na siedzisku obserwowałam w odbiciu jak palce rozchylają płatki warg, delikatnie zsuwają kapturek z łechtaczki, kreślą kółka wokół trzeciej dziureczki, czy nikną w pochwie. Pokój był rozświetlony więc widziałam wszystko tak dokładnie, jak to tylko możliwe.

Podniecało mnie podglądanie samej siebie! Bawiłam się swoim ciałem, pieściłam je nie zapominając o podbrzuszu, wnętrzu ud, czy piersiach. To była długa autoerotyczna sesja obfita przemyślanie dozowanymi doznaniami. Cieszyłam się narastającym podnieceniem jak dziecko nową zabawką. Doprowadziła się do stanu euforycznego podniecenie, by spaść ze szczytu wprost w objęcia intensywnego, gwałtownego orgazmu, który przedłużyłam pieszczotami do granic mojej wytrzymałości. Nauczyłam się tej sztuki na początku liceum, gdy przeżywałam okres szczytowej fascynacji własnym ciałem. To właśnie wtedy polubiłam kochać się z sobą przy zapalonym świetle, przed lustrem, pilnie obserwując własne reakcje i eksperymentując do nieprzyzwoitości z różnymi formami samozaspokojenia. Robiłam to dokładnie w tym samym pokoju, przed tym samym lustrem. Od tamtej pory pokój zmienił się całkowicie, jednak lustro zostało to samo i zawsze przywodzi mi na myśl długie minuty spędzona przed nim na poznawaniu własnego ciał jak i przypomina wakacyjną miłość – chłopaka, z którym pewnego przedpołudnia kochałam się stojąc oparta dłońmi o jego ramę.

Poranne pieszczoty w niczym nie przypominały wieczornej sesji. Po przebudzeniu miałam ochotę na intensywną, choć nie aż tak wyrafinowaną jak wieczorna zabawę. Jeszcze nie przebudzona do końca pieściłam się dłonią wsuniętą pomiędzy rytmicznie ściskane uda. Gdy krew zaczęła szybciej krążyć dosiadłam okrakiem poduszkę i pieszcząc jedną dłonią piersi a drugą podbrzusze kołysałam się na moim zaimprowizowanym z pościeli kochanku rozkoszując się szybko narastającym podnieceniem. Orgazm powalił mnie zgiętą wpół na pościel. Leżąc na boku, z dłońmi pomiędzy mocno zaciśniętymi udami wiłam się drżąc z niesamowitej rozkoszy, jak rozlewała się po podbrzuszu. Wsuniętymi we mnie palcami czułam silne kontrakcje pochwy, która przyjemnie zaciskała się na nich potęgując i tak mocne doznania. Zmęczona długo leżałam w zmierzwionej pościeli nie mogąc zdobyć się na jakikolwiek wysiłek. Lubię czuć ten rodzaj zmęczenia, wsłuchiwać się jak uspokaja się oddech, rytm serca, jak całe ciało powoli wycisza się w cudownym odprężeniu. Idąc pod prysznic przystanęłam przy oknie by podnieść rolety, a później przed lustrem, gdzie w świetle poranka dokładnie obejrzałam własne ciało przeciągając się i wznosząc na palce. Podobały mi się nabrzmiałe piersi, sterczący, spory brzuszek i zaakcentowana przez ciążę mocno wygięta w „S” postawa. Zastanawiałam się, czy Robert, lub inny mężczyzna domyśliłby się patrząc na mnie iż właśnie przeżyłam orgazm. Ja wyraźnie widziałam rumieniec na skórze, powiększony, ciągle nabrzmiały krwią srom, błysk w oczach i ten wyraz twarzy, który tak często obserwowałam przed lustrem. Prawdopodobnie nie ukryłabym prawdy o poranku przed inną kobietą, ale nie jestem pewna, czy mężczyzna zwróciłby uwagę na takie szczegóły.


Jeden Komentarz do “Babcine Lustro”

  1. Nobo pisze:

    Oj, tak moja droga, jest to do odkrycia. I z reguły nie wymaga większego przyglądania się, wszystko jest w oczach, zmienia się sposób patrzenia i uwagi. A dodatkowo bardzo często widać to po ustach, zmiana koloru i nasycenia. Nie zawsze szukać trzeba aż tak głęboko, wszystko jest wypisane na twarzy, przynajmniej ja to zauważam.

Skomentuj

*
Proszę przepisać słowo z obrazka w pole 'Kod antyspamowy'.
Obrazek z 'Kodem antyspamowy'