RSS dla
Wpisów
Komentarzy

Wyjazd

Dziś wyjeżdżamy na Mazury. Wszystko już przygotowane i częściowo spakowane w samochodzie. Praktycznie czekam tylko na powrót Roberta i przyjazd Anny.

To będzie jej pierwsza wizyta w naszej oazie ciszy i nieskrępowanego oddawania się naturyzmowi. Jeśli tylko będzie na tyle ciepło, by nie marznąc w stroju Adami i Ewy, to z pewnością skorzystam z okazji by nieco poopalać się nago a być może też popływać. Nie mam pojęcia jak ciepła jest obecnie woda w jeziorze, ale zamierzam to sprawdzić.

Właściwie to żyję cały tydzień tym wyjazdem. Miałam bardzo pracowity okres, i mimo, że pracowałam z domu to i tak spędziłam o wiele więcej czasu w pracowni, niż bym sobie tego życzyła. Jestem jednak zadowolona z wyników, a wczoraj, kiedy popołudniem zamknęłam skończony projekt z czysta rozkoszą zrobiłam sobie odprężającą kąpiel.

Kiedy do domu wrócił Robert byłam już zrelaksowana, a odrobina autoerotycznej fascynacji własnym ciałem dała mi głębokie zadowolenie. Otulona w płaszcz kąpielowy delektowałam się nadprogramowym espresso. Przywitał mnie całując w kark. Tuląc się do pleców obejmował brzuszek, delikatnie głaskał piesi, wodził dłońmi po biodrach. Szeptał do ucha pytania, czy miałam dobry dzień, relaksującą kąpiel, czy w jej trakcie kochałam z samą sobą, o czym wtedy myślałam… Jego palce powoli podciągały w górę moje okrycie. Wyraźnie czułam poprzez materiał spodni jego twardą męskość. Byłam podniecona, biło mi szybciej serce, czułam wędrujący po ciele rumieniec. Oderwałam się od niego z trudem. Wyszeptałam wieczorem i całując go w usta zajęłam się Marysią. Właśnie sadzałam ją do kolacji, zapinając szelki jej fotelika, gdy za moimi plecami ponownie pojawił się Robert. Był ciągle podniecony, a wtulając się we mnie wyszeptał tylko jedno słowo: proszę. Nie był to rozkaz, a cicha prośba z nutą prawdziwego, wołającego o spełnienie pożądania. Odwróciłam się, uśmiechnęłam i całując poprosiłam by przygotował w kubeczku kakao. Nic więcej nie musieliśmy mówić. Gdy Marysia zaczynała dopiero wybierać pomiędzy kakaem, bananem, mandarynką i jogurtem, my już byliśmy w salonie, przy schodach na piętro. Dalej nie dotarliśmy. Robert przycisnął się do moich pleców zmuszając bym się zatrzymała. Jego dłonie w zdecydowany, a jednak delikatny, sposób pozbawiły mnie okrycia. Bez słów, kierowana delikatnymi podpowiedziami jego dłoni ułożyłam dłonie na oparciu sofy. Stałam pochylona, w szerokim rozkroku, gdy Robert pieścił mnie ustami. Jadł mnie łapczywie, zachłannie. Jego język przesuwający się pomiędzy wargami i pośladkami sprawiał mi intensywną przyjemność. Wszedł we mnie płynnym, zdecydowanym pchnięciem. Dłońmi obejmującymi biodra nadał tempo naszej miłości. Nie przerywając pchnięć wyprostował mnie przyciągając do siebie. Pieszcząc jedną dłonią piersi a drugą podbrzusze przyspieszył. Dyszałam z podniecenia, a gdy palcem odnalazł łechtaczkę poddałam się rozlewającej się po ciele rozkoszy. Przez jej fale czułam jak wykonuje cztery mocne, boleśnie przyjemne, pchnięcia. Jak zamiera na ułamek sekundy wbity we mnie… Czułam ciepło jego wytrysku, dłonie zaciśnięte na piesiach, biodra ciasno wtulone w moje pośladki. Trwaliśmy tak wtuleni przez chwilę, a gdy opadły nieco emocje poczułam jak znowu porusza się we mnie, szepcze mi wyznania miłości w ucho, całuje po karku, tuli naszą nienarodzoną córkę. Czułam stróżkę nasienia spływającą w dół uda, pulsowanie podbrzusza, sztywniejący we mnie członek i palce pieszczące nabrzmiałe i ciepłe brodawki. Odwzajemniając pocałunek delikatnie zsunęłam się z jego sztywnego członka. Pieszcząc go dłonią obiecałam poświęcić mu tyle nocy, na ile starczy mu sił. Po krótkiej wizycie w łazience wróciłam do kuchni.

Gdy Marysia zmęczona zabawą i długą kąpielą z kaczuszkami poszła spać spełniłam obietnicę. Robert tej nocy wolał dawać niż brać. Rozpieszczona do granic, rozkochana w jego dłoniach i ustach z prawdziwą przyjemnością zakończyłam tą noc kochając się z nim w sposób, na jaki miał ochotę. Po maratonie najdelikatniejszych pieszczot i karesów, gdy przestałam już liczyć który to raz daje mi rozkosz nadszedł czas na jego nagrodę. Kochałam go tak, jak miał na to ochotę. Dosiadając go na jeźdźca długo bawiłam się w amazonkę. Dokładnie tak jak lubi. Powoli, doprowadzając go do szaleństwa i przerywając umiejętnie by odwlec to co i tak nieuniknione. Gdy zbliżał się do orgazmu zsuwałam się z niego, zamierałam, bądź uciskałam palcami miejsce pomiędzy moszną a członkiem. Trzykrotnie rozpalałam go i gasiłam, a gdy miało się to zdarzyć po raz czwarty przyciągnął mnie do siebie, wyszeptał do ucha swoje marzenie a ja je spełniłam. Ciągle nabita na jego członek odchyliłam się do tyłu podpierając dłońmi Rozchyliłam uda, uniosłam biodra a on wysunąwszy się ze mnie naprowadził dłonią członek na moją druga dziurkę. Wsparty na poduszce obserwował jak z z rozłożonymi szeroko udami opadam na nim, jak niknie w moim odbycie. Nie lubię za bardzo tej niewygodnej pozycji, ale wiem jak wiele radości czerpie z niej Robert. Był mocno podniecona, więc nie trwało długo gdy zacisnął dłonie na moich udach, zmusił je do krótkiego acz szybkiego cwału i z głośnym jękiem odpłynął wypełniając mnie ciepłem swojej rozkoszy. Gdy opadł na poduszkę jeszcze chwile kołysałam biodrami czując jak wciąż we mnie pulsuje.


Skomentuj

*
Proszę przepisać słowo z obrazka w pole 'Kod antyspamowy'.
Obrazek z 'Kodem antyspamowy'