
ygrałam z mężem zakład. Założyliśmy się otóż, że zdołam doprowadzić się do orgazmu językiem… Chodzi mi o autocunnilingus. To, że potrafię ułożyć ciało tak, by polizać własną łechtaczkę Robert wiedział od dawna. Przy poprzednich próbach, przybranie odpowiedniej pozycji wymagało sporo wysiłku, a o tym by w niej wytrwać i osiągnąć orgazm, nie było mowy. Niemniej uparłam się. W sumie przyszło to prawie samo i prawie bez wysiłku. Wystarczyło tylko nieco urozmaicić moje codzienne ćwiczenia, by systematyczną pracą, krok po kroku, poprawiając gibkość osiągając zamierzony cel.
Wczoraj wieczorem, przed snem udowodniłam, że potrafię zrobić to, czemu mąż nie dawał wiary. Przyznaję, pomógł mi odrobinę wprowadzając w odpowiedni do próby nastrój pieszczotami, ale orgazm zawdzięczałam wyłącznie własnemu języczkowi.
Przy najbliższej okazji będę musiała pochwalić się nową sztuczką Rafałowi. Sztuczką, bo masturbować się o wiele łatwiej i przyjemniej jest w mniej karkołomnych pozycjach. Będzie to dla Rafała spora niespodzianka i zapewne pyszne widowisko. Może w weekend za dwa tygodnie? W przyszły jesteśmy zaproszenie do moich rodziców. W planach rodzinne sprawy i wycieczka na Ślężę. O ile pogoda nie zepsuje nam planów.
A oto pozycja, w której najłatwiej osiągnąć zamierzony cel:



chciałbym zostać Twoim przyjacielem