
rzez ostatnich kilka dni odpoczywałam z córką na Mazurach. W weekend odwiedził nas Robert, jednak nie licząc tej niespełna dwudniowej wizyty byłyśmy z Marysią same. Telefon milczał wyłączony, przynajmniej ten używany w pracy. Prywatny milczał również, gdyż zarówno Robert jaki wspólniczka nie mieli zamiaru przeszkadzać mi w odpoczynku banalnymi sprawami, a telefony spod reszty numerów bezgłośnie pozostawiały ślad w pamięci aparatu. Mój laptop nie popadł w aż taką niełaskę. Sprawdzałam pocztę, jednak odpisywałam skąpo, i po niewczasie. Cieszyłam się ciszą, dzieckiem i samotnością. Bawiłam się fotografią, spacerami, lasem i jeziorem. Wieczorami umilałam sobie samotność kochając się z sobą. Kochając się palcami, przy pomocy wibratora, strumieniem wody skierowanym pomiędzy uda, czy też wykorzystując do własnych potrzeb rzeczy, które bynajmniej do masturbacji nie były przeznaczone.
Odkryłam na nowo zabawę z ciepłem i zimnem, gdy po zakończeniu prysznica zimnym tuszem dosiadałam zwinięty w ciasny wałek ręcznik zwilżony uprzednio gorącą wodą. Pokryty balsamem do ciała miło drapał i rozgrzewał, gdy ocierałam się o niego na brzegu wanny.
Wielokrotnie gwałciłam kant kuchennego stołu. Stając na paluszkach opierałam łono o lekko zaokrąglony narożnik, a następnie opadając na niego wierciłam się i kołysałam delikatnie dozując intensywność doznań.
Pieściłam się na pomoście korzystałam ze snu Marysi. Cichutko, przytulając się brzuszkiem do koca, wsunęłam pod siebie dłoń. Zaciskając zęby nabiłam się na własny kciuk. Kochając się krótkimi, ale intensywnymi ruchami bioder, dysząc poprzez zęby, doprowadziłam się do prawdziwej ekstazy marząc o kimś kogo prawie nie znam. Spocona, obezwładniona rozkoszą orgazmu, czułam ulgę i odprężenie pełzające po plecach dreszczykiem ukojenia.
Miałam orgazm czytając książkę w leżaku. Z razu z nudów, zaciskając i rozluźniając uda nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo wciągnie mnie ta zabawa. Nie miałam pojęcia, że zmusi mnie do wycia, gdy palcując się bez opamiętania pędziłam ku nirwanie.
Przez kilka ostatnich dni pieściłam się nałogowo uzależniona od rozkoszy. Obezwładniającej przyjemności, którą sam sobie sprawiałam. Rozkoszy otrzymywanej tak często jak chciałam, wtedy gdy chciałam i dokładnie w taki sposób na jaki miałam ochotę.
Pieściłam się nawet wtedy, gdy był przy mnie mąż. Obserwował mnie a ja robiłam to także dla niego. Widziałam jak wielka przyjemność sprawia mu podglądanie mnie, robienie zdjęć, uwiecznianie mojej twarzy w grymasie orgazmu. Później, kochając się, prosił mnie bym pieściła się dla niego. Tylko dla jego oczu, budując podniecenie i przygotowując własne ciało na dalsze karesy. Masturbowałam się a on patrzył… Seks po czymś takim był wyjątkowo ekscytujący. Intensywny, pełen ognia i ruchu. Miłość, która zmierzwiła prześcieradło, rozrzucała pościel i sprawiała, że obudziłam się poznaczona śladami zębów, a jego plecy nosiły ślady paznokci.
Wczoraj, po powrocie do domu nawet nie zwróciłam uwagi, gdy podczas kąpieli dłoń sama zaczęła pieścić krocze. Nie przeszkadzałam jej dać mi przyjemne odprężenie. Rozluźniona, bez pośpiechu ubrałam się dla Niego. Założyłam odważne, wręcz niesmacznie rozpustne body, odsłaniające piersi i krocze. Służyło mi wczoraj jako wyjątkowo podniecający pas do pończoch. Skryłam je pod prostą, czarną sukienką w biały, drukowany wzorek. Dopiero gdy skończyliśmy romantyczną kolację we dwoje, gdy po spacerze na piętro przekonałam się, że Marysia śpi twardo, gdy wypiłam kolejną lampkę wina, stanęłam przed nim zsuwając z ramion i ciała sukienkę. Bardziej niż naga stałam pozwalając by wpił się ustami w łono, by gryzł brodawki, by zarzucił moje udo na swoje biodro wchodząc we mnie opartą o stół. Kochaliśmy się chwile na nim, później na podłodze. Idąc na górę wszedł we mnie na schodach, jednak i tu nie zabawiliśmy za długo. Do sypialni dotarł nagi. Dosiadłam go pozwalając mu drzeć, ściskać i tłamsić mój strój i ciało. Kochaliśmy się gwałtownie, głośno… Nieco za głośno. Mój orgazm obudził Marysię. Po jej ponownym uśpieniu leżeliśmy tuląc się do siebie i rozmawialiśmy. O nas, o innych, o Rafale i o tym co obiecałam w zamian mężowi. Może uda mi się spełnić jego prośbę. To, by w naszej sypialni pojawiła się znowu kobieta, ktoś kogo oboje znamy. Ktoś z kim już kiedyś wykroczyłam poza granice czystej przyjaźni. Może… Nie jest to łatwe zadanie, nawet jeśli jestem pewna, nawet jeśli wiem i to od niej, że miałaby ochotę na trójkąt, i że zawsze była ciekawa Roberta. Kobiety nie lubią by proponować im coś takiego wprost. Nie Aldona. Spotykam się z nią w przyszłym tygodniu. Z nią i kilkoma starymi przyjaciółkami. Czas pokaże, czy będę mogła sprawić mężowi niespodziankę.
W sobotę jedziemy nad morze. Zostawiając Marysię rodzicom zapomnimy się w orgii ciał i zmysłów. Choć to tylko jedna noc, to czekaliśmy na nią aż za długo.


Czytając Twój wpis nagle poczułam, że nie jestem jedyna kobietą, która uwielbia kochać się z samą sobą. Mam chłopaka, satysfakcjonujący, naprawdę dobry seks, a mimo to lubię pieszczoty własnych palców. Nie wstydzę się tego, a seks z sama sobą uważam za ważną część mojego życia erotycznego. Cieszę się, że ktoś pisze o tym w tak ładny i naturalny sposób.
Dziękuję,
Olka
Świetnie sie czyta. Jutro można wstać później. Mam zamiar zasiedzieć się nad archiwu. Gratuluje, a opisy BDSM to czysta poezja.