
czorajszy dzień był iście szalony, przynajmniej jego popołudniowo-wieczorna część.
Byliśmy umówieni z Rafałem na osiemnastą. W drodze do jego mieszkania, mieliśmy podrzucić Marysię rodzicom Roberta. Umówiliśmy się, że odbierzemy ją nieco po dwudziestej drugiej. Mieliśmy około trzech i pół godziny dla siebie.
Choć Robert nieco protestował zmusiłam go, by założył krawat i zapomniał o sportowej marynarce. Spodnie i marynarka musiały pasować do mojej sukienki. Nie czułabym się dobrze, gdyby jego strój nie współgrał z moim. Zaszalałam! Założyłam bardzo oficjalną, długą, czarna suknię z odkrytymi plecami. Na tyle wyciętą, że jakikolwiek klasyczny biustonosz musiałby być widoczny na plecach. Oczywiście nie założyłam żadnego, rezygnując także z modelującej biust taśmy, czy samoprzylepnego biustonosza, jaki czasami używam do tego typu kreacji. Wyglądałam ładnie, a nieco nadmierną swobodę, z jaka falował osłonięty lekko prześwitującym materiałem biust, uznałam za wręcz pożądana w danej sytuacji. Z reszty bielizny nie rezygnowałam. Założyłam czarne jedwabne stringi wiązane po bokach na kokardki i delikatny pas do pończoch. Pończoszki wybrałam w tym samym co reszta bielizny kolorze. Cienkie, z delikatnym szwem z tyłu i ładnym wykończeniem u góry. Proste i zmysłowe. Poza pantoflami na obcasie, sznurem perełek i takimiż kolczykami miałam jeszcze mikroskopijną torebkę noszoną w dłoni i to wszystko. Nie zakładałam rękawiczek… Wyglądałyby nieco śmiesznie na taką okazję.
Rafał mieszkał w nowym, przestronnym mieszkaniu na jednym z ładniejszych osiedli. Mieszkanie sprawiało wrażenie jasnego i było urządzone z iście minimalistyczną manierą. Żadnych bibelotów, niepotrzebnych mebli, sprzętów. O tym, że ktoś tu mieszka świadczył pokój przerobiony na gabinet i doskonale wyposażona kuchnia.
Rafał przyjął nas uśmiechnięty w bardzo twarzowym kucharskim fartuchu. Gotował rzeczywiście wyśmienicie. Po kilku minutach spędzonych na rozmowie przy alkoholu, oczywiście w kuchni, gdzie obserwowaliśmy jak kończy wyczarowywać potrawy, siedliśmy do stołu. Zrobił pyszną zupę grzybową, która wspaniale komponowała się z pasztecikami nadziewanymi mięsem i kapustą z grzybami. Po przystawce nadszedł czas na duszone w sosie morelowo-pomidorowym polędwiczki podane z warzywami gotowanymi na parze i kuskusem. Deser, na który składało się tiramisu i prawdziwe cappuccino wprawił mnie w zakłopotanie i czarne myśli, o potrzebie dbania o linię. Odmówiłam sobie dokładki słodkości, ale za to poprosiłam o drugą filiżankę aromatycznej kawy ze spienionym mlekiem posypanym odrobiną prawdziwego kakao.
Przez większość czasu spędzonego przy stole prowadziliśmy dość sprośną rozmowę. Podczas posiłku siedziałam naprzeciw Rafała. Podczas deseru, delektując się druga filiżanką aromatycznego naparu, zsunęłam z nogi pantofel i lekko zasuwając się z krzesła dotknęłam stopą krocza mojego kochanka. Po chwili wyraźnie czułam go przez spodnie. Gdy skończyłam cappuccino zrobiłam pierwszy krok. Obeszłam stół i biorąc Rafała za dłoń poprosiłam go by wstał. Przytulając się do niego stanęłam na pacach i pocałowałam go w ust. Wtulona poczułam na biodrach dłonie męża. Patrząc Rafałowi w oczy sięgnęłam do zamka jego spodni. Rozpięłam pasek, guziczek, zamek rozporka, wysupłałam sztywny członek z bielizny. Nie odrywając oczu od jego twarzy pieściłam go gdy cztery dłonie sprawnie rozpięły moja sukienkę, która szybko dołączyła do leżących już na podłodze spodni. Poczułam jak napinają się zawiązane w kokardki troczki majteczek, jak chłodny materiał opada na ziemię. Stałam w samych pończoszkach i pasie. Pantofle leżały opodal kopnięte w bok. Był sztywny, ciepły, wielki a ja rozpalona pieszczotami, gotowa… Podskoczyłam sprawnie obejmując go za szyje. Splotłam łydki za jego plecami i pomagając sobie dłonią naprowadziłam go na cel. Wszedł głęboko a ja z prawdziwą przyjemnością kilkukrotnie podniosłam się na nim i opadłam rozkoszując się jego sztywnym, tkwiącym we mnie, członkiem. Wtulona cichutko jęczałam mu do ucha gdy mąż forsował moja drugą dziurkę. Kochając się z nimi drapałam mu plecy, by w amoku ostatniego aktu ugryźć go, nie za mocno, w szyję. Mój orgazm wyzwolił galop partnerów. Trzymana w krzepkich dłoniach zatańczyłam w górę i w dół po to, by po chwili usłyszeć okrzyk rozkoszy z ust kochanka i gardłowy jęk męża zza moich pleców. Nadzy, po odświeżającym tuszu zakotłowaliśmy się w łóżku Rafała. Wprawdzie nie tak obszernym jak nasze, jednak wystarczająco wielkim, by pozwolić nam nawet na najwymyślniejsze akrobacje. Ograniczony czas i intensywność z jaka się kochaliśmy sprawiły, że po godzinie wszyscy troje leżeliśmy obok siebie bez tchu. Byłam mokra, zziajana, z włosami w nieładzie i ciałem poznaczonym śladami paznokci i zębów. Moje pośladki czerwieniły się od kilkunastu siarczystych klapsów a podbrzusze cięgle drgało pamiętając oszałamiająca rozkosz jaka wprawiła je w spazmy. W ciągu godziny i może piętnastu minut, jakie minęły od kolacji zmusili mnie czterokrotnie do krzyku rozkoszy, nie licząc ostatniego, podwójnego orgazmu, który odebrał mi resztkę sił. O tym jak wiele sprawiło im to przyjemności świadczyły moje mokre ich nasieniem uda, piersi i stopy. Rafał chyba nie miał okazji zapoznać się wcześniej z tym, jak niesamowicie sprawne i delikatne potrafią być kobiece palce u stóp
.
Po Marysię spóźniliśmy się tylko piętnaście minut. W domu, podobnie jak córka, padłam zmęczona i słodko spałam do rana z jedną przerwą na nocne karmienie.
Odpocznę dopiero jutro. Teraz, gdy dopiję espresso, zabiorę się za ostatnie przygotowania do kolacji dla przyjaciół. Później wezmę długą, relaksującą kąpiel, w trakcie której odprężę się delikatnie dotykając i pieszcząc własne ciało. Lubię to robić zanurzona w pianie. Sama, niespiesznie, tak by powoli zanurzyć się w rozkoszy, która rozlewając się spełnieniem nie wyczerpuje a sprawia, że nagle czuję się bosko prężona i wyciszona. Robert wie, że nie należy mi przeszkadzać gdy masturbuję się w kąpieli. Po prostu czasami lubię być sama z sobą, a wanna daje ku temu idealna okazję.

