RSS dla
Wpisów
Komentarzy

twitter

Nie wiem czemu założyłam konto na twitter.com. Byłam ciekawa jak to dział? Może pomyślałam, że tak częściej, bardziej regularnie będę mogła pisać? Naprawdę nie wiem! Jeśli polubię twitter, połączę go ze stroną. Na pewno istnieje jakaś odpowiednia wtyczka do WordPress.

http://twitter.com/Bachantka

Relaks na Mazurach


Od zeszłego weekendu jestem na Mazurach. Odpoczywam. Robert towarzyszył mi i Marysi tylko do poniedziałku, zostawiając nas same na resztę tygodnia. Dziś wczesnym popołudniem spodziewamy się jego powrotu, a wieczorem przyjazdu gości! Anna ciągle u rodziców, jednak udało mi się namówić Basię z Rafałem i Kasię z Adamem na przyjazd do nas. To będzie chyba moja ostatnia okazja, przed porodem, do swingowania.

Liczymy na dobrą pogodę. Jeśli nie będzie burz, to z całą pewnością zorganizujemy ognisko, nocną kąpiel w jeziorze, a jeśli słońce dopisze także nagie plażowanie i piknik na naszej łące. Byłaby to dobra okazja do zabawy na łonie natury.

Jestem bardzo podekscytowana zbliżającym się weekendem. Po tygodniowym poście (niezbyt sumiennym, bo okraszonym bogatym wachlarzem autoerotycznych uciech) mam straszną ochotę na mężczyznę, a dokładniej na dwóch mężczyzn. Adam z Rafałem zrobili mi prezent zgadzając się towarzyszyć mi pierwszej nocy. Kasia z Basią nie miały absolutnie nic przeciwko nocy z Robertem i podzieleniu się na dwa tak odmienne w formie trójkąty.

Weekend we Czworo

Mazury są wspaniałą odskocznią od codzienności. Sama zmiana otoczenia odpręża, pozwala wymazać z głowy myśli krążące wokół spraw zawodowych, domu, trosk dnia codziennego. Mając za oknem sad, jezioro. Żyjąc w przestrzeni zamkniętej pomiędzy lasem, sadem, wodą i łąką zapomina się, że są wokół inni ludzie. Nie jest to takie trudne, gdyż najbliższe gospodarstwo jest oddalone o naprawdę spory kawałek i na przestrzeni lat sporadycznie tylko ktoś zaglądał w nasze okolice.

Na Mazury wyjechaliśmy już w piątek, późnym popołudniem, gdy tylko dotarła do nas Anna. Dotarliśmy na miejsce późno. Marysia spała. Była tak zmęczona dniem i jazdą, że bez większych protestów i krzyków pozwoliła przenieść się z fotelika do łóżeczka, gdzie szybko ponownie zasnęła. Sama zostawiłam rozpakowanie samochodu Robertowi. Przygotowałam lekką kolację. Proste kanapki, ale za to wykonane z pieczywa, które czekało na nas w siatce przed domem. Zawsze gdy wybieramy się na Mazury prosimy gospodynię opiekującą się podczas naszej nieobecności domem, o zakup pieczywa. Jest po prostu świetne. Delikatne, wilgotne, z chrupiąca skórką.

Byliśmy naprawdę zmęczeni, więc bez ociągania wylądowaliśmy w łóżkach. Mając w perspektywie cały weekend we troje postanowiliśmy się wyspać. Anna spała tej nocy osobno, a nam przed snem wystarczyło tylko parę pocałunków i odrobina karesów, gdy naga wtulałam się plecami w piersi męża. Zasnęłam szybko pieszczona delikatnym dotykiem jego dłoni wodzącej leniwymi ruchami po ramieniu i biodrze.

Rano, o świcie, zapukała do nas Anna. Było wcześnie, jednak już nie spaliśmy. Dłuższy niż zazwyczaj sen sprawił, że rano górę wzięło przyzwyczajenie i obudziliśmy się o zwykłej dla nas porze.

Miała na sobie koszulkę, jednak widząc nas nagich zrzuciła ją przez głowę idąc ku nam. Nie byłam jeszcze pełni rozbudzona gdy przywarła do moich ust. Choć wypoczęta, czułam się jeszcze odrobinę rozleniwiona snem. Było mi dobrze pomiędzy ich ciałami a leniwy rytm pieszczot odpowiadał mojemu nastrojowi. Poddałam się im. Zamknęłam oczy, oddałam się ich dłonią, otwarłam na usta. Była delikatna, figlarna, zmysłowa. Leżałam na boku, twarzą do niej. Całowała mnie, dłonią pieściła biodra, uda, srom. Maż gryzł delikatnie kark, dłońmi zagarniał piersi rozkosznie ściskając palcami brodawki. Jego prawa dłoń wsunęła się od tyłu pomiędzy moje uda. Palce roztarły wilgoć wzdłuż warg, odnalazły pochwę, kolczyk, łechtaczkę… Gdy Anna wsunęła twarz pomiędzy uda wbił we mnie dwa palce. Gdy ona zamykała w ustach kolczyk on delikatnie rozciągał mnie palcami. W chwile po tym, gdy wsunął we mnie trzeci, poczułam jak jej język odnajduje świętego Grala. Napięcie osiągnęło zenit, przez kilka długich sekund trwałam w ekstazie podniecenia które zdaje się nie może znaleźć zaspokojenie i nagle, gdy delikatnie objęła mój nabrzmiały groszek ustami nastąpiło spełnienie. Nie krzyczałam tylko dlatego, że nagle zabrakło mi powietrza w płucach. Rozkosz obezwładniła mnie, rozedrgała. Podbrzusze bolało rozkosznymi, pulsującym skurczami. Czułam jak ściskam w sobie palce męża, czułam żar promieniujący z muskanej samym koniuszkiem języka łechtaczki. Czułam trudną do opisania rozkosz i obezwładniającą ulgę, która rozlewała się po ciele wraz z odpływającym w niebyt orgazmem.

Odwrócona na plecy odpoczywałam ściskając w dłoni gorący, nabrzmiały członek Roberta, a lewą obejmując wnętrze uda kochanki. Trwaliśmy tak chwilę. Chciałam odwdzięczyć się im za rozkosz ale nie miałam zupełnie sił zdobyć się na ruch. Wtulili się we mnie, pocałowali nade mną a później zaczęli całować moje piersi. Pieściłam jej wilgotne krocze lewą dłonią, gdy prawą suwałam po członku męża. Trwali tak ssąc moje brodawki, więc nie przerywałam pieszczot aż do chwili gdy Robert lekko przygryzając prawy sutek strzelił wprost na przecierało. Wbiłam w Anne dwa palce, a ta opadła na moją dłoń i przyciskając ją do materaca zaczęła ocierać się o nią tak, jakby dosiadała mężczyznę. Oparta o materac na wyprostowanych rękach, jęcząc, wykonywała posuwiste ruchy biodrami ujeżdżając moja dłoń. Wsunęłam w nią trzeci palec i stymulując mocno przednią ściankę pochwy pieściłam ją czując jak spina się, drży, pręży i w końcu wybucha spełnieniem.

Dni spędzaliśmy leniwie, głównie odpoczywając. Sporo spacerowaliśmy we czworo, opalałyśmy się, pływałyśmy. Bawiłam się z Marysią, czytałam, dwukrotnie zajrzałam do komputera. Po domu, w obrębie naszego ogrodu, łąki, pomostu chodziliśmy nago. Gdy robiło się chłodniej zakładałam sari, do posiłków przewiązywałam biodra sarongiem, idąc gdzieś dalej zakładałam na nagie ciało zwiewną sukienkę. Anna z początku preferowała kostium, później chodziła topless a na końcu pożyczyła ode mnie jeden z sarongów.

Kochaliśmy się głównie wieczorami, gdy córka już spała a nas jeszcze nie dopadło zmęczenie. Chodziliśmy dość wcześnie spać. Spaliśmy w naszej sypialni, we troje. Przed snem kochaliśmy się długo celebrując każdą chwilę spędzoną na karesach. O poranku miłość była krótka, spontaniczna, szybka i intensywna. Wymuszona niejako sytuacją, gdyż Marysia budziła się z regularnością zegarka.

Nie mogę powiedzieć byśmy uprawiali jakieś szczególnie fascynujące gry erotyczne, oddawali się wyuzdanym praktykom, czy nietuzinkowym zabawom. Zamiast tego był czuły, pasjonujący i satysfakcjonujący seks. Od tego co przyjęło się uważać za ‘zwyczajność’ odróżniało go to, że kochaliśmy się we troje, oraz może to, że nie stroniliśmy od miłości greckiej.

Miło wspominam popołudniowy spacer z Robertem. Zostawiwszy śpiącą Marysię pod opieką Anny poszliśmy na naszą łąkę, za pagórek, do kępy brzóz. Tam rozmawialiśmy o planach na przyszłość, o trzecim dziecku, remoncie domu we Wrocławiu, o nas… Kochaliśmy się. Na trawie, w wątłym cieniu brzóz. Bez pośpiechu, tak zupełnie zwyczajnie, a jednak tak magicznie, jak tylko to możliwe z kimś, kogo się kocha całym sobą.

Anna zasymilowała się z nami tak, jakbyśmy od początku żyli w podobnym układzie. Ja z Robertem i Ona jako ta trzecia do pary. Lubię jej towarzystwo… Dotyk jej dłoni.

Wczoraj, zaraz po przebudzeniu musiałam iść do łazienki. Przed powrotem do łóżka postanowiłam wziąć prysznic, by się odświeżyć po nocnych igraszkach. Anna dołączyła do mnie pod natryskiem. Po chwili stałyśmy zwrócone do siebie twarzami, pieszcząc się dłońmi. Robert zjawił się gdy nasze oddechy przyspieszyły a pieszczoty przybrały już dość intensywną formę. Pocałował mnie, przywarłyśmy do niego i wtulone w jego pierś pieściłyśmy dłońmi członek i jądra. Gdy Anna ponownie przywarła do moich ust, a jej dłoń zanurzyła się pomiędzy moimi udami, Robert wszedł w nią od tyłu. Zamarła, jednak po chwili ożyła kochana mocnymi pchnięciami męża. Jej dłoń pieściła mnie bez przerwy. Miałam orgazm. Tuląc się sięgnęłam dłonią do jej pośladków. Ujęłam palcami członek Roberta, wysunęłam go z niej i skierowawszy na druga dziurkę, pomogłam mu wejść w jej odbyt. Z dwoma palcami w jej pochwie, kciukiem uciskającym łechtaczkę kochałam ją w rytmie niespiesznych pchnięć męża. Gdy przyspieszył szukając spełnienia wykonałam kilka ruchów, które wyzwoliły jej orgazm. Po chwili Robert wydał westchnięcie ulgi i strzelił w jej pupie. Zawsze lubił finiszować tuż po partnerce. Zwłaszcza kochając się analnie. Jak twierdzi, uczucie rytmicznie zaciskającej się na jego członku pochwy, czy mocniejsze skurcze odbytu sprawiają mu wyjątkową przyjemność, szczególnie podczas szczytowania.

Do domu wróciliśmy wczoraj. Niestety nic co doskonałe, nie może trwać w nieskończoność. Od dziś wracamy do obowiązków dnia codziennego… W nadchodzący piątek Anna wyjeżdża do rodziny.

Babcine Lustro

Od wczoraj jestem z córką we Wrocławiu, u moich rodziców. Dziadkowie zajęli się rozpieszczaniem wnuczki, a ja sprawdzaniem postępu prac przy przebudowie naszego domu. Choć wszystko idzie w miarę według harmonogramu, to nie wiem czy uda się zakończyć remont na początku jesieni. Zostało jeszcze sporo prac do wykonania, w tym pracochłonnej dłubaniny na przykład z wykończeniem łazienek. Liczymy że dom będzie gotowy przed zimą.

Robert nie mógł przyjechać razem z nami, i spodziewamy się go dopiero w weekend. Zabrzmi to śmiesznie, ale czuję się bez niego samotna, zwłaszcza gdy nadchodzi wieczór. Kontakt telefoniczny, czy nawet rozmowa przez Skype to nie to samo, co wtulić się w ukochanego, poczuć jego ciepło, kochać się z nim.

Będąc samą więcej uwagi przywiązuję do autoerotyzmu. Masturbuję się zasypiając i budząc się. Wieczorem długo celebrowałam pieszczoty w swoim pokoju usadowiona w obszernym fotelu przed babcinym, antycznym lustrem w ruchomej oprawie. Ustawiwszy je tuż przed fotelem, pod odpowiednim kątem, powoli wcierałam w swoje ciało oliwkę Marysi. Z jedną nogą zarzucona na oparcie a druga przygiętą na siedzisku obserwowałam w odbiciu jak palce rozchylają płatki warg, delikatnie zsuwają kapturek z łechtaczki, kreślą kółka wokół trzeciej dziureczki, czy nikną w pochwie. Pokój był rozświetlony więc widziałam wszystko tak dokładnie, jak to tylko możliwe.

Podniecało mnie podglądanie samej siebie! Bawiłam się swoim ciałem, pieściłam je nie zapominając o podbrzuszu, wnętrzu ud, czy piersiach. To była długa autoerotyczna sesja obfita przemyślanie dozowanymi doznaniami. Cieszyłam się narastającym podnieceniem jak dziecko nową zabawką. Doprowadziła się do stanu euforycznego podniecenie, by spaść ze szczytu wprost w objęcia intensywnego, gwałtownego orgazmu, który przedłużyłam pieszczotami do granic mojej wytrzymałości. Nauczyłam się tej sztuki na początku liceum, gdy przeżywałam okres szczytowej fascynacji własnym ciałem. To właśnie wtedy polubiłam kochać się z sobą przy zapalonym świetle, przed lustrem, pilnie obserwując własne reakcje i eksperymentując do nieprzyzwoitości z różnymi formami samozaspokojenia. Robiłam to dokładnie w tym samym pokoju, przed tym samym lustrem. Od tamtej pory pokój zmienił się całkowicie, jednak lustro zostało to samo i zawsze przywodzi mi na myśl długie minuty spędzona przed nim na poznawaniu własnego ciał jak i przypomina wakacyjną miłość – chłopaka, z którym pewnego przedpołudnia kochałam się stojąc oparta dłońmi o jego ramę.

Poranne pieszczoty w niczym nie przypominały wieczornej sesji. Po przebudzeniu miałam ochotę na intensywną, choć nie aż tak wyrafinowaną jak wieczorna zabawę. Jeszcze nie przebudzona do końca pieściłam się dłonią wsuniętą pomiędzy rytmicznie ściskane uda. Gdy krew zaczęła szybciej krążyć dosiadłam okrakiem poduszkę i pieszcząc jedną dłonią piersi a drugą podbrzusze kołysałam się na moim zaimprowizowanym z pościeli kochanku rozkoszując się szybko narastającym podnieceniem. Orgazm powalił mnie zgiętą wpół na pościel. Leżąc na boku, z dłońmi pomiędzy mocno zaciśniętymi udami wiłam się drżąc z niesamowitej rozkoszy, jak rozlewała się po podbrzuszu. Wsuniętymi we mnie palcami czułam silne kontrakcje pochwy, która przyjemnie zaciskała się na nich potęgując i tak mocne doznania. Zmęczona długo leżałam w zmierzwionej pościeli nie mogąc zdobyć się na jakikolwiek wysiłek. Lubię czuć ten rodzaj zmęczenia, wsłuchiwać się jak uspokaja się oddech, rytm serca, jak całe ciało powoli wycisza się w cudownym odprężeniu. Idąc pod prysznic przystanęłam przy oknie by podnieść rolety, a później przed lustrem, gdzie w świetle poranka dokładnie obejrzałam własne ciało przeciągając się i wznosząc na palce. Podobały mi się nabrzmiałe piersi, sterczący, spory brzuszek i zaakcentowana przez ciążę mocno wygięta w „S” postawa. Zastanawiałam się, czy Robert, lub inny mężczyzna domyśliłby się patrząc na mnie iż właśnie przeżyłam orgazm. Ja wyraźnie widziałam rumieniec na skórze, powiększony, ciągle nabrzmiały krwią srom, błysk w oczach i ten wyraz twarzy, który tak często obserwowałam przed lustrem. Prawdopodobnie nie ukryłabym prawdy o poranku przed inną kobietą, ale nie jestem pewna, czy mężczyzna zwróciłby uwagę na takie szczegóły.

Trójkąt na Mazurach

Wyjazd spełnił nasze oczekiwania. Przede wszystkim odpoczęliśmy i to dobrze się bawiąc. Po drugie pogoda dopisała na tyle, że odważyłam się poopalać nago, a w moje ślady poszli pozostali, łącznie z Anną.

W piątek oprowadzaliśmy Anne po naszej letniej oazie. Poza zwiedzeniem łąki, brzegu jeziora i kawałka lasu wybraliśmy się też do pobliskiej wsi, i do zaprzyjaźnionego gospodarza od którego wypożyczamy zazwyczaj konie. Gdy poszłyśmy na pomost, by pomoczyć nogi, Robert przygotował kolację z grilla. Trochę mięs i sporo warzyw, także gotowanych na parze. Lubię wieprzowinę i wołowinę na ostro, zwłaszcza gdy jest grillowaną przy użyciu węgla drzewnego a nie gazu.

Noc zapadła szybko. Nie mieliśmy ochoty jej przedłużać, więc zamiast planowanego wspólnego jacuzzi zadowoliliśmy się szybkim, wspólnym prysznicem i ucieczką do sypialni. Zmęczenie dało o sobie znać ledwie znaleźliśmy się w łóżku. Anna była równie zmęczona jak ja a Robert sam także czuł trudy tygodnia, jak i podróży. Zdecydowaliśmy się iść grzecznie spać, choć gdy już zgasiliśmy światło plan uległ niewielkiej zmianie. Nie wiem, które z nas sprowokował sytuację ale zanim na dobre zamknęłam oczy oddaliśmy się spontanicznemu seksowi oralnemu. Zupełnie chaotycznemu z początku, jednak po chwili i kilku zmianach pozycji zakończonego w ciasnym okręgu splecionych ciał. Wtulona noskiem w futerko Anny czułam w sobie język męża, a Anna z kolei obejmowała ustami członek Roberta. Właśnie to on pierwszy dostąpił spełniania, a ledwo Anna oderwała od niego usta sama zadrżała pod delikatnym staccato jakie wygrywałam na łechtaczce samą końcówką języczka. Dołączyłam do niej po kilku kolejnych sekundach, gdy Robert okrężnymi ruchami języka i ust zaczął odrobinę intensywniej pieścić mój intymny kolczyk, a później samą łechtaczkę.

Poranek przywitaliśmy drapieżnym, intensywnym seksem. Robert wziął mnie od tyłu, niemal brutalnie. Po chwili to ja dosiadałam go jak amazonka a Anna ujeżdżała jego twarz. Z pomocą jej dłoni doszłam tak szybko, że Robert nawet nie miał szansy skończyć. Zamieniłyśmy się miejscami i sytuacja powtórzyła się z tą różnicą że tym Razem Robert nie dał się wyprzedzić. Dalsze harce przerwała nam Marysia, która najpewniej obudzona naszymi hałasami, zjawiła się pod drzwiami sypialni. Było mi jej żal, gdyż zazwyczaj nie zamykamy się przed nią. Robimy to tylko goszcząc w naszej sypialni kochanków. narzuciłam na siebie wygrzebany naprędce z szafy T-shirt Roberta i razem poszłyśmy na śniadanie. Robert zjawił się chwile później, a Anna dopiero gdy wzięła prysznic. Mój strój zbyt bardzo prowokował męża, i gdy mała zajęła się śniadaniem uciekłam pod prysznic, by zejść przebrana w letnią, ciążową sukienkę wzutą na nagie ciało. Ann ubrana była w krótkie szorty i obcisłą koszulkę na ramiączkach założoną bezpośrednio na ciało. Jak później się zorientowałam nad wodą, pod szortami nie nosiła bielizny.

Sobotę odpoczywaliśmy. Poza plażowaniem miała czas poczytać książkę, odpowiedzieć na kilka listów, poczytać to co odkładałam na później. Obiad przygotowałyśmy wspólnie z Anną. A po nim wróciłyśmy do leniuchowania i całkiem ciekawej rozmowy o dysproporcji w postrzeganiu podbojów miłosnych kobiet i mężczyzn. Całkiem ciekawy temat, a Anna miał sporo w nim do powiedzenia. Wypłoszyło to skutecznie Roberta, który z gracja zabrał się za rąbanie pni na szczapy, które miały posłużyć w kominku i do przygotowania wieczornego ogniska.

O zmierzchu, zaraz po położeniu spać Marysi zainicjowaliśmy wspólną noc nagą kąpielą w jeziorze. Po chwili wspólnej zabawy odpłynęłam spory kawałek od brzegu, a gdy odpoczywałam na plecach podpłynęła do mnie Anna. Robert zajęty przygotowywaniem ogniska nie zwrócił uwagi, gdy z dala od brzegu Anna rozpoczęła najbardziej niesamowita przygodę, jaką kiedykolwiek przeżyłam w wodzie. Nie miałam pojęcia, że Anna tak świetnie pływa. Wystarczyło jednak popatrzeć jak pięknie płynie stylem klasycznym, czy delfinem, by domyślić się, iż stoi za tym dobry trening. Gdy podpłyneła była usmiechnięta, wesoła, pełna euforycznego zachwytu woda. Przyciągnęła mnie, pocałowała. Poczułam jej dłoń pomiędzy udami, dyga na piersiach. Po kolejnym pocałunku zniknęła pod woda a ja poczułam jej usta na moim brzuszku. Nie wiem jak to się wszystko odbyło. nagle znalazłam się na plecach, a Anna z głowa pod wodą przywarła ustami do mojego kolczyka. popychała mnie w głąb jeziora wynurzając głowę tylko by zaczerpnąć oddech. Czułam się pozbawiona wagi, odizolowana od świata w odgłosach chlupotania jakie woda niosła do moich uszu. Czułam żar między udami i bolesny skurcz marznących brodawek. Z zanurzona w wodzie głowa płynęłam w absolutnej ciszy znaczonej moim cichym pojękiwaniem i dopiero gdy przyszedł orgazm krzyknęłam z rozkoszy tak głośno, że aż zwróciłam tym uwagę Roberta. Po raz pierwszy żałował, że nie zabraliśmy ze sobą lornetki. Nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. Nawet nie marzyłam, że coś takiego jest możliwe. Anna była zmęczona, ale jej oczy wyrażały radość. Nie potrafiłabym nawet zrobić czegoś podobnego do tego co mi właśnie ofiarowała. Pocałowałam ją, przywarłam do niej i kręcąc się w wokół naszej wspólnej osi wsunęłam dłoń pomiędzy jej uda. Była złakniona pieszczot, jęczała głośno gdy ja pieściłam, gryzła delikatnie mój język i wargi aż nagle zatrzęsła się w moich objęciach nabrała powietrza i z całej siły zaciskając uda na mojej dłoni wyprężyła się w niemej ekstazie. Trwała tak drżąc kilka sekund, by nagle westchnąć, zwiotczeć i kładąc się plecami na wodzie odpłynąć kawałek ode mnie. Byłam śmiertelnie zmęczona, więc przybrałam podobna do niej pozycję. Podpłynęła, zmienia pozycję, pocałowała mnie i powiedziała:

- To było wspaniałe!

Zgodziłam się z nią. Nigdy niczego podobnego nie przeżyłam. Miałam tyle pytań, ale Anna położyła mi tylko palec na ustach szepcząc byśmy wracały. Robert czekał na nas z dwoma ciepłymi płaszczami kąpielowymi, które przyjęłyśmy z prawdziwa wdzięcznością. Gdy szykował się do zadania pytania uśmiechnęłam się szeroko kładąc mu palec na ustach. poszłyśmy się przebrać na ognisko zostawiając go w niepewności tego co się stało. Dopiero później, gdy wróciłyśmy dowiedział się wszystkiego.

Przy ognisku spędziliśmy długie godziny dyskutując na przeróżne i często odległe od siebie tematy. Pomagał sączony wolno alkohol, jak i cały rytuał związany ze smażenia kiełbasek, ryb w glinie oraz przygotowaniem ziemniaków pieczonych w popiele. Było dobrze po północy, gdy wylądowaliśmy w sypialni. Nie czuliśmy zmęczenia, a starannie budowana przez cały dzień atmosfera zaowocowała zupełnie nieprzespana nocą. Kochaliśmy się tak jak najbardziej to lubię. Spontanicznie, bez narzucanych z góry ograniczeń, czy robienia planów. Robiliśmy to co sprawiało nam przyjemność, szafowaliśmy pieszczotami ciesząc się z każdej reakcji partnera. Anna zupełnie zlała się z nami. Nie było nas i jej. Byliśmy we troje i tak też się kochaliśmy. Zasnęłam gdzieś przed świtem. Zmęczona, wtulona w Annę, kołysana dłonią Roberta głaszczącą moje biodro.

Rano Robert okazała się aniołem i zajął się Marysią, gdy ja i Anna odsypiałyśmy noc. Wstałyśmy tuż przed południem. Na tyle wyspane, że po kąpieli i zjedzeniu późnego śniadania przygotowanego przez męża miałyśmy siłę na spacer po lesie, wspólną kąpiel i przygotowanie lekkiego obiadu. Zaraz po nim wróciliśmy do Warszawy. W sam raz, by zdążyć jeszcze przed zamknięciem lokali oddać swój głos. Żal nam było skracać tak uroczy weekend, jednak czułabym się źle, wiedząc, że nie zrobiłam nic, by zagłosować przeciw jednemu z kandydatów. Poza tym Anna miała ważne spotkanie z promotorem następnego dnia rano.

Jej terminarz nie przeszkodził jej zostać na noc. Robert był tak zmęczony, że zasnął dość szybko. Przed snem, wiedząc, że praktycznie nie spał poprzedniej nocy i że jest również zmęczony powrotem do domu ofiarowałyśmy mu relaksująca kąpiel a po niej masaż zakończony szczęśliwym finałem na naszych piersiach i w ustach. Spał gdy wróciłyśmy z łazienki. Same zmęczone również poszłyśmy za jego przykładem. Przed snem jednak, leżąc odwrócone do siebie twarzami całowałyśmy się pieszcząc nawzajem dłońmi wsuniętymi pomiędzy uda. Wolno, bez najmniejszego pośpiechu, bardzo delikatnie. Anna wykrzyczała swój orgazm ssąc mój język, po chwili ja drżałam zakneblowana jej ustami.

Rano obudził mnie dopiero odgłos odjeżdżającego samochodu. Byłam sama w pościeli, a mąż pojawił się dopiero gdy zdecydowałam się wstać. Półnagi, trzymając tace z parującą kawą, moim ulubionym sokiem z porzeczek i jajecznicą na szynce z pieczarkami i pomidorami. Świerze grzanki smakowały wybornie z tym zestawem. Jak się później dowiedziała, Anna dostała podobny po przebudzeniu, jednak podany w kuchni, tak by mnie nie obudzić.

Miłym akcentem był e-mail, jaki otrzymałam od niej kilka sekund temu. Kilka ciepłych słów podziękowania za wspólny weekend i wyczytana gdzieś między wierszami sugestia, że może wspólne zamieszkanie nie jest aż tak nierealnym marzeniem, jak to z początku się wydawało. Moja odpowiedź była równie osobista i ciepła.

Starsze Wpisy »